Reklama

Długa droga do domu

Niedziela Ogólnopolska 37/2014, str. 42-43

Zbigniew Kurzak

Tablica pamięci sybiraków

Tablica pamięci sybiraków

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy pani Lena nalewa herbatę do filiżanek, nasuwa się pytanie: – A z czego piłyście herbatę tam, w Kazachstanie? Chwila zastanowienia, wydobywania z pamięci zapomnianych szczegółów. – Były metalowe kubki zabrane z domu, ale herbaty nie było, piłyśmy suszony piołun, który rósł na stepie – wspomina Helena Kurzak, sybiraczka.

Przerwane dzieciństwo

18 czerwca 1941 r. To był ostatni transport Polaków na Wschód, bo trzy dni później w Wilnie byli już Niemcy. Do domu wpadła ekipa z czerwonymi gwiazdami na czapkach. „Sobirajties z wieszczami” – krzyczał jeden. Drugi przekonywał, że nie trzeba zabierać zbyt dużo, bo niedługo wrócą.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Błądzenie pamięcią po ulicach dawnego Wilna, wspomnienie domu przy ul. św. Filipa wywołuje ciepły uśmiech pani Leny. – Chodziłam do szkoły przy ul. Mickiewicza. Nad bramą była tablica: Szkoła Tańców nr 37 w Wilnie – mówi pani Lena.

Dlaczego „tańców” – nie wiadomo, był tam realizowany typowy program. – Kiedyś po lekcjach poszłyśmy z koleżanką do parku im. Elizy Orzeszkowej, jakże tam było pięknie. Bawiłyśmy się długo, aż rodzice zaczęli nas szukać – wspomina.

Reklama

Kaziukowy jarmark, parada z udziałem marszałka Piłsudskiego, Wilejka. Niedaleko był też kościół św. Jakuba, a na pobliskim placu zimą wylewano lodowisko. – Do jazdy na łyżwach miałam uszytą przez mamę błękitną sukienkę, obszytą białym futerkiem – wzdycha pani Lena.

– Żyliśmy w komforcie. Ojciec był oficerem Korpusu Ochrony Pogranicza, pracował w sztabie głównym. Mama miała do pomocy gosposię i nianię. Mieliśmy też drugi dom kupiony w Częstochowie w 1931 r., bo rodzice pielgrzymowali co roku na Jasną Górę i chcieli mieć w mieście własny dach nad głową.

18 czerwca tamtego roku cały dobytek musiał się zmieścić w jednej walizce. Lądowały w niej rzeczy codziennego użytku, cieplejsze ubrania, trochę fotografii, książeczka do nabożeństwa.

Z rozkazu Stalina

Transport trwał do września. Wagony bydlęce, w każdym cztery półki, po 20 osób na każdej z nich. Zero intymności – potrzeby załatwiało się przez dziurę w podłodze. Całymi dniami pociąg stał na bocznicach, czasem wołano jadących, by przysłali „dyżurnych” po zupę – wiadro na wagon. Gdy pociąg przekraczał Ural, było bardzo zimno. – Kiedyś zobaczyłam wyrzucone z wagonu ciało zmarłej dziewczyny. Widziałam je i pamiętam, chociaż mama zakryła mi oczy – wspomina moja rozmówczyni.

Aż pewnego dnia tory skończyły się. Polakom kazano iść dalej pieszo, przydzielając ich do „pasiołków”. Z rozkazu Stalina domem Leny i jej matki stał się północny Kazachstan, obwód Kokczetaw, osada Taińcza.

Reklama

Wspomnienia odżyły po latach, kiedy Helena Kurzak projektowała tablicę memorialną do kościoła Matki Bożej Zwycięskiej w Częstochowie. Tablica jest z brązu, zapisana na niej historia przetrwa wiele lat, trzeba tylko umieć ją odczytać. Z lewej strony okratowany wagon i tory urywające się w stepie, dalej kolumna maszerujących zesłańców – to symbole wielomiesięcznej drogi w upodlających warunkach. Cmentarz pełen krzyży – znak pamięci o tych, którzy pozostali w nieludzkiej ziemi. U góry Matka Boża – do Niej kierowane były żarliwie antyfony „Pod Twoją obronę” i litanie odmawiane w lepiance w środku kazachskiego stepu. U dołu tablicy kobieta tuląca swoje dziecko. Bo matki musiały być dzielne, przystosować się do prymitywnych warunków, okazywać dzieciom dużo miłości, aby złagodzić ich ból.

– Cierpiałyśmy przede wszystkim z głodu i zimna. Wydzielano nam małe porcje żyta, które mełło się na żarnach i piekło tzw. lepioszki – opowiada pani Lena. – Tutejsza ludność głodowała tak samo jak my. Czasami Maria Jaworska, wnuczka powstańca styczniowego, dawała mi garść ziaren słonecznika. Jakaś sąsiadka przyniosła kiedyś ćwiartkę chleba, w wielkim sekrecie, bo bała się syna komsomolca. Poza tym nie pilnowano nas specjalnie: uciekać nie było ani jak, ani dokąd.

Najdłuższa podróż

Reklama

Do stepowej osady wiadomości ze świata docierały z opóźnieniem. Armia Polska w ZSRR zaczęła się formować w sierpniu 1941 r., na mocy układu Sikorski-Majski. W Taińczy dowiedziano się o tym dopiero po roku, kiedy do osady przyjechał żołnierz od Andersa szukający swojej rodziny. – Mama dała mu karteczkę dla ojca i jakimś cudem w mrowiu formującej się armii żołnierz go odnalazł. Tata zjawił się w środku zimy, wynajął sanie. Do najbliższej stacji jechaliśmy 3 noce. Stąd pociągiem dotarliśmy do Jangi-Julu w Uzbekistanie, jednego z miejsc zbiórek polskich żołnierzy. Po drodze słuchałyśmy historii ojca, którego oddzielono od nas w transporcie i zabrano do łagru w Plesiecku, niedaleko Archangielska. Tam pracował przy wyrębie lasu, skrajnie wyniszczony trafił do lazaretu, gdzie dowiedział się o armii gen. Andersa. Dotarł do niej, żywiąc się w drodze znalezionymi odpadkami – nawet szkieletem śledzia, który wystawał ze śmietnika.

Przy II Korpusie formowały się jednostki junaków, junaczek i inne, do których zapisywano młodzież. Ojciec pani Leny dopisał jej 4 lata, by mogła być przyjęta do młodszych ochotniczek. Mama zapisała się do YMCA i dostała pracę w kantynie obozowej. Ale wkrótce trzeba było się zbierać w dalszą drogę – gdzieś daleko zapadły decyzje o ewakuacji armii przez Morze Kaspijskie do Iranu. W Pahlevi dwutygodniowa kwarantanna, palenie starych ubrań, golenie włosów. Anglicy prowadzący obóz zarządzili szczepienia przeciwko durowi brzusznemu. Było też jedzenie – dawno niewidziane masło, czekolada, mleko.

Pięć lat w Palestynie

Wojskowe dywizje poszły na front. Losy kobiet i dzieci potoczyły się różnie. Jednych skierowano do obozów przejściowych w Afryce, innych do Indii lub Nowej Zelandii. – Przez Bliski Wschód trafiłam do Palestyny, do Nazaretu, gdzie znajdowała się Szkoła Młodszych Ochotniczek II Korpusu. Ojcowie Franciszkanie odstąpili na ten cel swój klasztor, nieopodal Bazyliki Zwiastowania – wspomina pani Lena.

Reklama

Szkoła miała wojskowy dryl. Rano wspólna modlitwa, apel i musztra. Potem śniadanie i lekcje. – Kiedyś przyjechał z wizytacją gen. Anders. Jego postać przypomniała mi ojca, który walczył wtedy we Włoszech, i zaczęłam płakać. Generał podszedł do mnie i zapytał: – Dlaczego płaczesz? – Bo rodzice są daleko – odpowiedziałam. – Żołnierz nie płacze – powiedział wtedy generał, prostując się. Ja też się wyprostowałam i przestałam płakać – kontynuuje.

Historię Szkoły Młodszych Ochotniczek upamiętnia tablica na ścianie klasztoru w Nazarecie. – W Palestynie spędziłam szczęśliwe lata – wspomina pani Lena. – Ludność arabska odnosiła się do nas życzliwie. Nawet sporo już rozumiałam z ich języka. Ojca zdemobilizowano w 1946 r., wtedy przyjechał do nas. A rok później dowiedzieliśmy się, że musimy opuścić Palestynę i mamy do wyboru osiedlenie się w Anglii, Ameryce, Nowej Zelandii lub powrót do Polski. Ojciec powiedział wtedy: „Dosyć tułaczki! Mamy własny dom w Częstochowie, wracamy”.

Powrót do Polski

Kolejne stacje podróży do domu prowadziły przez Egipt, Włochy, Szwajcarię, Czechosłowację. Wyglądali niecierpliwie dnia, kiedy staną na ojczystej ziemi. Zapłacili za powrót ogromną cenę. We własnym domu dostali jeden pokój. Ojciec – żołnierz gen. Andersa i uczestnik bitwy pod Monte Cassino nie mógł znaleźć pracy, był wielokrotnie przesłuchiwany przez UB. – Ja zdałam maturę w Liceum im. Słowackiego w Częstochowie, ale nie mogłam dostać się na studia – wspomina pani Lena. – Moje podanie na medycynę opatrzono adnotacją: „wróg klasowy”. Podobnie było w Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie.

Pani Lena ukończyła szkołę felczerską, ale najdłużej pracowała jako zawodowy kurator sądowy w Sądzie Wojewódzkim w Katowicach. W latach 60. ubiegłego wieku odezwała się jej artystyczna wrażliwość. Zaczęła rzeźbić, tkać, malować. Od ponad 30 lat należy do Częstochowskiego Stowarzyszenia Artystów Plastyków im. Jerzego Dudy-Gracza, od wielu lat jest słuchaczką Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Była jedną z założycielek Oddziału Związku Sybiraków w Częstochowie w 1989 r. Nadal aktywnie w nim działa, gromadząc materiały dokumentalne i dając świadectwo Golgoty Wschodu. Bo – jak mówi – najważniejsze, by prawda o tamtych czasach, która tak długo była białą plamą w historii, przetrwała. I cieszy się, że w kościele Matki Bożej Zwycięskiej w Częstochowie powstaje Izba Pamięci Sybiraków.

2014-09-09 15:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wincenty Pallotti

Niedziela sosnowiecka 6/2005

[ TEMATY ]

wspomnienia

wspomnienie

TER

Rzeźba św. Wincentego Pallottiego

Rzeźba św. Wincentego Pallottiego

Włoski ksiądz katolicki, założyciel Pallotynów, urodził się w Rzymie 21 kwietnia 1795 r.

Był pełnym gorliwości apostolskiej kapłanem diecezjalnym. W 1835 r. z grona jego przyjaciół i współpracowników - księży, zakonników i świeckich - powstało Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego. Wkrótce Pallotti powołał do życia wspólnotę księży i braci (Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego - Pallotyni), mającą na celu zakładanie, ożywianie i scalanie Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Obecnie ze wspólnotą księży i braci współdziała kilka wspólnot sióstr, instytuty świeckie i stowarzyszenia świeckich. Swoje dzieło oddał Pallotti pod opiekę Maryi, Królowej Apostołów. W Niej widział najbardziej autentyczny przykład apostolstwa dla wszystkich katolików, a w szczególności świeckich.
CZYTAJ DALEJ

Banery antyaborcyjne przeszkadzały europosłance KO. Sąd uniewinnił działacza prolife

2026-01-22 14:01

[ TEMATY ]

aborcja

Adobe Stock

Sąd Okręgowy w Lublinie uniewinnił działacza prolife skazanego wcześniej na ograniczenie wolności, w związku z prezentowaniem przez niego banerów ze zdjęciami pokazującymi skutki aborcji. Wydarzenie, którego dotyczyła sprawa, miało miejsce 16 lutego 2025 r. w Lublinie. Tego dnia na tamtejszym Krakowskim Przedmieściu odbywało się zgromadzenie obrońców życia. W tym samym miejscu zwolennicy Rafała Trzaskowskiego zbierali podpisy pod jego kandydaturą na urząd Prezydenta RP. Zawiadomienie do Straży Miejskiej w sprawie pikiety prolife złożyła europoseł KO Marta Wcisło. Organizatorowi zgromadzenia wytoczono postępowanie z art. 140 i 141 Kodeksu wykroczeń, które penalizują wybryk nieobyczajny i umieszczanie nieprzyzwoitych treści w miejscu publicznym.

Sąd Rejonowy w Lublinie uznał mężczyznę winnym i skazał go na rażąco wysoką karę miesiąca ograniczenia wolności, polegającą na wykonywaniu prac społecznych w wymiarze 20 godzin. Apelację od tego wyroku złożyli prawnicy z Instytutu Ordo Iuris. Zarzucono w niej m.in. błędną ocenę dowodów – zwłaszcza zeznań Marty Wcisło, które były w wielu miejscach sprzeczne. Dodatkowo Instytut wskazał na nieuwzględnienie przez sąd kontekstu politycznego oraz rzeczywistej motywacji złożenia zawiadomienia, którą była chęć wyeliminowania zgromadzenia prolife z miejsca, gdzie odbywa się polityczna zbiórka podpisów pod kandydaturą Rafała Trzaskowskiego. Co więcej, zdaniem Ordo Iuris, sąd w sposób nieuzasadniony przyjął, że banery faktycznie wywołały zgorszenie u przechodniów, mimo braku wskazania konkretnych pokrzywdzonych i dowodów potwierdzających takie reakcje.
CZYTAJ DALEJ

Rekolekcje „O uzdrawiającej mocy Eucharystii” już 23-25 styczeń

Jaki wpływ na naszą codzienność ma Msza św.? Jak pozbyć się rutyny i jeszcze bardziej rozmiłować się w Eucharystii? m.in. o tym jest mowa na rekolekcjach o „Uzdrawiającej mocy Eucharystii”. Pierwsze spotkanie w Nowym Roku odbędzie się 23-25 stycznia. Nauki głosi o. Zbigniew Ptak, paulin.

Uczestnicy, którzy biorą udział w jasnogórskich rekolekcjach podkreślają, że nie wyobrażają sobie życia bez Mszy św., a co miesięczne spotkanie w jasnogórskim sanktuarium, przy Maryi jest dla nich umocnieniem. - Człowiek poszukuje takich rekolekcji. Chcemy dowiedzieć się, jak przeżywać Eucharystię, bo często się rozpraszamy, gdzieś te nasze myśli uciekają. A my pragniemy zgłębić ten cud, który dzieje się na ołtarzu. Nie wyobrażamy sobie życia bez Mszy św. Ona jest dla nas uwielbieniem, dziękczynieniem, miłością – podkreślają uczestnicy jasnogórskich rekolekcji.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję