Reklama

Artysta pokory i modlitwy

Niedziela łomżyńska 8/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Paweł Bejger: - Panie Profesorze, cieszymy się, że ponownie gości Pan w naszym mieście. Mówię ponownie, ponieważ granice Łomży przekroczył Pan już wcześniej. Czy pamięta Pan tamtą wizytę?

Prof. Stefan Stuligrosz: - Przebieg wizyty oczywiście pamiętam, gorzej z podaniem dokładnej daty. Na pewno było to za czasów komuny, kiedy biskupem łomżyńskim był Juliusz Paetz. Jechaliśmy do Wilna, by zaśpiewać dwa koncerty, zatrzymaliśmy się w łomżyńskiej katedrze i zaśpiewaliśmy. Nie pamiętam już co. Ale pamiętam ogromny entuzjazm łomżan. Bardzo mnie to ujęło. Postanowiłem sobie wtedy w sercu, że muszę tu jeszcze kiedyś wrócić. I wróciłem.

- Nie ukrywam, że wiadomość o przyjeździe "Poznańskich Słowików" wywołała w mieście i diecezji poruszenie. Światowej klasy chór w naszym mieście...?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Proszę Księdza, Łomża dla mnie jest tak samo piękna i ważna jak Warszawa, Kraków, Nowy York, Tokio. To sami ludzie stworzyli podziały, których chyba trochę trzeba się wstydzić.

- Koncert, który odbył się w katedrze, był powiązany z dziełem prowadzonym przez Księży Pallotynów. Akcja nosiła nazwę "Adopcja Serca". Czy takie koncerty często są organizowane z udziałem Pańskiego chóru?

Reklama

- Pomagamy, jak możemy. Powiedziałbym, służymy, jak potrafimy. Tym bardziej, jeżeli chodzi o pomoc dzieciom, które straciły wszystkich i wszystko w działaniach wojennych. Obok takich tragedii nie wolno nam przejść obojętnie. I jeszcze jedno, widzi Ksiądz, moi chórzyści, ci najmłodsi, toć to dzieciaki kilkuletnie, uczą się tym samym, że w życiu trzeba pomagać innym. Gdybym tylko mówił im o pomocy, a nic nie robił, powiedzieliby do mnie: "dziadek sobie gada, a nic nie robi".

- A zatem jest Pan nie tylko wielkim artystą, ale i wspaniałym pedagogiem?

- O to już trzeba mieć "pretensje" do Pana Boga. On mnie takiego stworzył.

- Pan Bóg wie, co robi i zostawmy Mu wolną rękę. Panie Profesorze, trudno było utworzyć taki chór?

- Muszę tu dokonać pewnego sprostowania. Gdybym powiedział, że twórcą "Słowików" jestem tylko ja, to bym był kłamcą. A przecież ja jako katolik należący do wspaniałego Chrystusowego Kościoła nie mogę kłamać. Powiem zatem tak: tradycje śpiewów chłopięco-męskich w Poznaniu sięgają XV w. Wtedy to w szkołach lekcje śpiewów należały do obowiązujących. Było zatem trochę łatwiej. Na początku - nazwijmy to - "kapela poznańska" nie miała więcej niż dwunastu śpiewaków. W 1882 r. ks. dr Józef Surzyński stworzył przy katedrze poznańskiej zespół śpiewaczy z prawdziwego zdarzenia. Zgromadził wokół siebie 24 chłopców: basy, alty, soprany. Było czego posłuchać.

- Wiem z historii, że śpiew poznańskiego chóru przyczynił się także do obrony polskości na Ziemiach Zachodnich. To była bezkrwawa walka z zaborcą, ale jakże skuteczna?

- O tak, polski śpiew, polskie słowa wdzierały się w serca Polaków bardzo głęboko i przynosiły nieoczekiwany skutek.

Reklama

- W czasie II wojny światowej hitlerowcy pozostawili w Poznaniu tylko dwa otwarte kościoły, a i w nich nie wolno było śpiewać po polsku. Jak wtedy zachował się Stefan Stuligrosz?

- Nie powiem nic więcej: byłem i jestem uparty, mimo zakazu śpiewaliśmy po polsku. Pamiętam śpiewaną kolędę Bóg się rodzi. Kiedy zaśpiewaliśmy Podnieś rękę, Boże Dziecię, błogosław ojczyznę miłą, cała katedra płakała. To była lekcja historii. Prawdziwej historii.

- Kończy się wojna, rok 1945. Profesor Stuligrosz ma w swoim chórze ponad 100 mężczyzn i chłopców. Jak to się stało, że w tak krótkim czasie po wojennej zawierusze, tak szybko odbudowywane jest życie kulturalne?

- To nie moja zasługa, to zasługa tych, którzy chcieli ten chór tworzyć. Którym nie szkoda było czasu na wspólne śpiewanie.

- Wiemy już, Panie Profesorze, o śpiewaniu w czasie wojennym. A jak radziły sobie "Słowiki" w czasach komunistycznych?

Reklama

- Ja przez całe życie mam szczęście. Czuję każdego dnia, że Ktoś się mną opiekuje. I doświadczyłem tego w czasie przedwojennym, wojennym i czasach komunistycznych. W 1950 r. władze komunistyczne zarządziły od Episkopatu Polski rejestracji wszelkich grup, stowarzyszeń, chórów, które działają przy parafiach. Życzyli sobie, aby podane było imię, nazwisko i wszelkie dane osobowe każdego. Wtedy nastąpiło zawieszenie wszelkich grup działających, skupiających się przy parafii. Zagroziło to naszemu chórowi. Zastanawialiśmy się, gdzie my teraz będziemy się spotykać. Gromadziliśmy się w ramach nabożeństw. Byliśmy nieugięci.

- Walka z Kościołem nasilała się, "Słowiki" odczuwały to bardzo?

- Na pewno. Pewnego dnia zostałem wezwany do Warszawy, gdzie złożono mi propozycję, aby chór działał w ramach ZMP (Związek Młodzieży Polskiej), a więc białe koszule, czerwone krawaty. Dzięki Bogu poradziłem sobie i z tym problemem. Powiem w zaufaniu, że tu pomógł mi człowiek, który uchodził wszem i wobec za komunistę.

- Panie Profesorze, chór nigdy nie występował na socjalistycznych uroczystościach?

- Występował, bo musieliśmy. Śpiewaliśmy na 1 maja, w rocznicę obchodów rewolucji październikowej. Ale co śpiewaliśmy: Kalinka, Kalinka maja, Świt ładem nas wita i rosą. Nigdy nie śpiewaliśmy piosenek komunistycznych. Bóg nam świadkiem, w każdą niedzielę jesteśmy w kościele i tam śpiewamy. Nawet jeżeli mamy wyjazd za granicę, to stawiamy warunek, aby nam umożliwiono udział w niedzielnej Mszy św.

- Czy jest jeszcze gdzieś taki zakątek na ziemi, gdzie "Słowiki" nie doleciały?

- O jest ich sporo. Nie byliśmy w Wielkiej Brytanii, Portugalii, poza Europą jest sporo takich miejsc.

- Wszędzie jesteście przyjmowani z owacjami?

- Nie chcę na to pytanie odpowiadać. Powiem tyle: serdecznie przyjmują nas w Niemczech, Włoszech, w krajach byłego Związku Radzieckiego. No i oczywiście w Łomży.

Reklama

- Pana spotkania z Janem Pawłem II. Które najbardziej zapadło w pamięci?

- Pierwsze spotkanie po wyborze na Stolicę Apostolską, kiedy śpiewaliśmy w watykańskich ogrodach. To było coś wzruszającego.

- Panie Profesorze, rozmawiałem przed naszą rozmową ze "Słowikami". Powiedziały mi, że jest Pan wielce wymagający, czasami nie do zniesienia?

- I tak trzeba. Inaczej nie byłoby żadnych sukcesów. Musimy od siebie wymagać.

- Wiem, że rozważał Pan możliwość pójścia do seminarium i zostania księdzem? Dlaczego tak się nie stało?

- Ha, to było różnie. Prawdą jest, że był taki czas, kiedy myślałem o seminarium. Ale poznałem moją kochaną Barbarkę, późniejszą żonę. Ona mnie tyle nauczyła, tyle mi pomogła. To była i jest moja najpiękniejsza miłość, chociaż ona już od trzech lat śpiewa w anielskich chórach. Druga sprawa, to decyzja mojego ojca. On chciał, abym został kupcem. Byłbym chyba niezłym handlarzem. Mam takie nazwisko, Stuligrosz, samo za siebie mówi. Zostałem artystą i nigdy tego nie żałowałem.

- Dziękuję serdecznie za rozmowę. A rozmawiałem z człowiekiem wielkiej pokory i modlitwy. Szczęść Boże.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sondaż: Polacy w większości za zakazem korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci

2026-02-26 07:47

[ TEMATY ]

media społecznościowe

Adobe Stock

77 proc. ankietowanych w sondażu IBRIS dla Radia ZET opowiedziało się za wprowadzeniem zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15. roku życia.11,4 proc. badanych jest temu przeciwna, a 11,6 proc. nie ma zdania w tej sprawie.

W sondażu, którego wyniki opublikowano w czwartek, badanym zadano pytanie: „czy należy w Polsce wprowadzić zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15. roku życia?”.
CZYTAJ DALEJ

Spotkanie z prezesem Instytutu Ordo Iuris w Zielonej Górze

2026-02-26 08:23

[ TEMATY ]

Zielona Góra

Bractwo św. Józefa

Parafia Miłosierdzia Bożego

Instytut Ordo Iuris

Karolina Krasowska

Prezes Instytutu Ordo Iuris mówił o zadania wynikających ze współczesnych zagrożeń

Prezes Instytutu Ordo Iuris mówił o zadania wynikających ze współczesnych zagrożeń

"Zadania wynikające ze współczesnych zagrożeń" – to temat spotkania z mec. Jerzym Kwaśniewskim, prezesem Instytutu Ordo Iuris, które odbyło się 25 lutego w parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Zielonej Górze.

Co jakiś czas w parafii na os. Kaszubskim odbywają się wartościowe spotkania, które mają wymiar edukacyjny. Podobnie było tym razem. Gościem był mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris. Jak mówi, dojrzała wiara, powinna owocować zaangażowaniem społecznym: 
CZYTAJ DALEJ

Sąd nie zgodził się na areszt dla prezydenta Częstochowy Krzysztofa M.

2026-02-26 21:01

[ TEMATY ]

Częstochowa

PAP/Art Service

W czwartek wieczorem sąd nie zgodził się na aresztowanie prezydenta Częstochowy Krzysztofa M. Samorządowiec usłyszał zarzuty dotyczące przyjmowania korzyści majątkowych.

Krzysztof M. został zatrzymany w środę przez CBA w Częstochowie, w okolicy miejsca zamieszkania. W czwartek po południu zakończyły się kilkugodzinne czynności z jego udziałem w siedzibie śląskiego wydziału PK w Katowicach.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję