Reklama

Wiara

Ludzkie historie

Muzycy w habitach

O rozeznawaniu powołania i swojej pasji do muzyki opowiadają przedstawiciele franciszkańskiego zespołu Pokój i Dobro w rozmowie z Karoliną Mysłek.

Niedziela Ogólnopolska 29/2025, str. 68-70

[ TEMATY ]

Bliżej Życia z wiarą

muzycy w habitach

Archiwum własne, Bartek Bałamut

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Każdy człowiek i każde powołanie to tajemnica. Uchylcie jej rąbka i powiedzcie coś o sobie naszym czytelnikom.

Br. Michał Wysocki: Moje powołanie jest dość późne, bo do franciszkanów wstąpiłem w wieku 29 lat. Wcześniej – licencjat z filologii angielskiej w Częstochowie, potem przerwane studia w Łodzi i praca. W tym łódzkim okresie działo się dużo trudnych dla mnie rzeczy. Przez trzy lata nie chodziłem do kościoła. Po nawróceniu trwałem w jezuickiej wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym Mocni w Duchu. Tam Pan Bóg mnie kształtował i leczył moje serce. A powołanie przyszło dość zaskakująco. Modliłem się w kościele – wtedy nie miałem pojęcia, że to kościół franciszkański – żeby Pan Bóg pokazał mi, co dalej, byłem otwarty na każdą z dróg. W tym momencie położył mi na ramieniu rękę franciszkanin i zaprosił do spowiedzi. Kiedy odmówiłem, bo wtedy jej nie potrzebowałem, odpowiedział: chodź, pogadamy. Zaproponował mi rekolekcje powołaniowe, a teraz jestem po ślubach wieczystych i święceniach diakonatu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Br. Konrad Jarecki: Moja wiara zaczęła się przebudzać w szkole średniej, podczas kursu przygotowania do bierzmowania prowadzonego przez Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Lubelskiej. Ci młodzi ludzie zaintrygowali mnie swoim świadectwem. Równolegle pojawiła się Liturgiczna Służba Ołtarza. Budowaniu relacji z Bogiem posłużyło też, paradoksalnie, licealne koło teatralne, na którym musiałem przełamywać siebie, swój wstyd, blokady. To właśnie wtedy postanowiłem zawierzyć swoje życie Bogu, co znów było niezwykłe. Podczas wakacji z rodzicami zadzwonił do mnie nieznajomy człowiek, który zapytał, czy nie rozeznaję życiowego powołania. Czułem się jak w filmie z ukrytą kamerą. Okazało się, że był to o. Arkadiusz z naszego zakonu, dzięki któremu trafiłem na rekolekcje franciszkańskie. I tak zamiast na studia teatralne wstąpiłem do franciszkanów. Jestem tu cztery lata, a w seminarium dwa.

Br. Marek Świstek: W zakonie jestem od sześciu lat, w seminarium – na piątym roku. Wiara była zawsze obecna w moim życiu. Bardziej świadomie zacząłem wierzyć w liceum, kiedy znajomi metalowcy zaprosili mnie na rekolekcje do Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi. Tam zawiązała się wspólnota młodych ludzi ze szkół średnich, która się systematycznie spotykała. I tam też odkryłem w sobie „drugie dno” – to muzyczne. Choć wcześniej w harcerstwie grałem na gitarze, to zawsze bardziej ciągnęło mnie do basu. Kiedy na osiemnastkę przyjaciele ze wspólnoty razem z rodziną podarowali mi piec basowy i gitarę, mogłem zacząć moją prawdziwą przygodę z muzyką.

Przed wstąpieniem do zakonu oddawaliście się pasjom, byliście zaangażowani w przeróżne działalności. W jednym momencie musieliście ze wszystkiego zrezygnować. Mieliście poczucie straty? Co zyskaliście?

Reklama

Br. Konrad: Wow, superpytanie. Czy to jest strata, czy rezygnacja... Rozmawiałem na ten temat z moim ojcem duchownym. Rzeczywiście, w miłości albo z czegoś rezygnujesz, albo coś zostawiasz, albo zawierzasz. To jest dobre pytanie, by zadać je sobie samemu: czy rzeczywiście rezygnuję – stawiam na czymś krzyżyk i przychodzę do drugiej osoby bądź oddaję życie Panu Bogu zrezygnowany i z żalem, czy raczej świadomie oddaję coś Bogu, poświęcam pasje w sposób pełen nadziei, że druga osoba bądź Pan Bóg są tego warci. Mam doświadczenie, że kiedy zawierzam Panu talenty, stają się one narzędziem, które On wykorzystuje i pomnaża w sposób, którego bym nie wymyślił. Tu potrzebne jest zaufanie, żeby dać się poprowadzić. Żeby miłość miała smak, to jednak jest to cena, którą się płaci.

Br. Michał: Przed zakonem zdarzało się śpiewać przy goleniu, ale w życiu bym nie pomyślał, że będę śpiewać na scenie. To jest spełnienie moich marzeń, chociaż nawet nie wiedziałem, że takie właśnie mam. Dopiero w zakonie uświadomiłem sobie, że jest we mnie ten talent. Czuję, jakby Pan Bóg mi mówił: tutaj, gdzie jesteś, w zakonie, który dla ciebie przygotowałem, możesz rozwinąć swoje talenty. I w seminarium dostałem propozycję bycia w naszym zespole wokalistą. Dla mnie to piękna przygoda.

A jeśli chodzi o straty i zyski – miałem dużo obaw, choćby czy sport, który bardzo lubię, będę mógł dalej uprawiać, czy nie stracę moich przyjaciół i znajomych. Mam poczucie, że śpiew – moja nowa pasja – jest jakby wynagrodzeniem; jeśli z czegoś musiałem w jakimś stopniu zrezygnować, to tutaj dostaję coś nowego. Pan Bóg ma inne plany, chce dla mnie czegoś innego.

Reklama

Br. Marek: Mam doświadczenie, że Pan Bóg nie pozostawia pustki w sytuacji, gdy coś zabiera i kiedy ja Mu coś daję. Gdy wstąpiłem do zakonu, powiedziałem Mu: już nie mogę grać na basie, fajna to była przygoda, ale teraz z tego rezygnuję, dzięki Ci za to, co było, zamykam ten rozdział. Tymczasem po kilku latach w seminarium słyszę: „Musimy wymienić się w zespole pokoleniowo. Czy ktoś z was wie coś na temat basu?”. Coś wiedziałem, więc chętnie się tym zająłem. Pan Bóg nie dość więc, że wykorzystał fakt, iż powierzyłem Mu swoje pasje, to oddał mi to w sposób, który Jemu się podoba. I ostatecznie jestem Mu za to wdzięczny, bo robi z tym, co chce. To jest Jego sprawa, nie moja.

Od zakonnych zysków i strat pora na muzykę. Śpiewasz, grasz, bo...

Br. Marek: ...daje mi to radość, kiedy można się rozwijać, kiedy można z braćmi spędzać czas. Co, oczywiście, bywa trudne, bo trzeba się mierzyć ze zmęczeniem, co roku z innym składem zespołu, z docieraniem się, ścieraniem się charakterów. To wszystko bardzo się zmienia i kształtuje mnie do tego, żebym uczył się dostosowywać, żebym uczył się słuchać, bo to jest najważniejsze w byciu basistą – słuchać wszystkich innych i im nie przeszkadzać. Dzięki temu doświadczeniu bardzo dużo się uczę i jestem wdzięczny, że przez te pięć lat mogę tutaj być.

Br. Konrad: ...bo Pan Bóg w pewien sposób dotknął mnie przez muzykę. Podczas moich pierwszych w życiu rekolekcji z KSM miałem wrażenie, że opowiedział moje życie właśnie przez nią. Na dnie serca zostało mi pragnienie, że skoro posłużył się tym narzędziem tak mocno, to ja też tak chcę. I Pan Bóg zaczął stawiać na mojej drodze ludzi, którzy pokazali mi, że mam słuch, że mogę śpiewać, później pojawiły się gitara, pianino, teraz organy. Widzę, że Bóg przez mój śpiew czy grę dotyka ludzi. I to jest jedna z piękniejszych rzeczy – połączyć się z ludźmi przez muzykę do Pana Boga. Tak jak mnie złowił, tak ja chcę złowić innych.

Reklama

Br. Michał: Podpisuję się pod zdaniem, które usłyszałem od mojej siostry: muzyka nie mogłaby powstać tylko przez samego człowieka. To dowód na istnienie Boga. W ostatnich latach odkrywam, że przez muzykę, śpiew, instrumenty można uwielbiać Boga, można też ewangelizować. Widzę to na naszych koncertach, kiedy patrzę na reakcje innych. Słowa naszych pieśni rezonują, wywołują wzruszenie. Śpiewam więc i gram, bo przede wszystkim myślę, że tak chce Pan Bóg. A przy okazji bardzo się z tego cieszę, dobrze się bawię i dużo w sobie przełamuję.

Kiedy słyszę nazwę Waszego zespołu – Pokój i Dobro, za medialnymi doniesieniami widzę zjawisko pt. klasztor na kółkach. O co tu chodzi?

Br. Marek: Często jesteśmy w trasie z koncertami. Czasem musimy przejechać pół Polski, żeby dotrzeć na koncert, więc w naszym busie spędzamy bardzo dużo czasu. Doszliśmy do wniosku, że skoro czynimy w nim wszystko, co normalnie w klasztorze – śpimy (oprócz kierowcy, oczywiście), modlimy się, jemy – to jest to nasz klasztor na kółkach. Jesteśmy w nim wspólnotą i w nim spełniamy wszystkie obowiązki, które łączą się z byciem zakonnikami.

Co chcielibyście dodać na koniec?

Br. Michał: Cytat z piosenki, ale to przede wszystkim słowa, które usłyszałem, rozeznając moje powołanie: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś mój!” – Księga Izajasza rozdział 43 wiersz 1. Często się boimy w naszym życiu, ale wszystkie strachy oddawajmy Panu Bogu, bo On nas wybrał, każdego z nas.

Br. Konrad: Ja również przytoczę fragment z Pisma Świętego – Psalm 94: „Czy Ten, który stworzył oko, mógłby nie widzieć, co dzieje się w twoim życiu? I czy Ten, który stworzył ucho, mógłby nie słyszeć, jak Go wołasz? (por. wiersz 9).

Reklama

Br. Marek: To ja z innej strony. Jeżeli ktoś chce doświadczyć Boga, doświadczyć życia wspólnotowego albo pogłębić swoją relację z Bogiem, oczywiście, może wstąpić do zakonu, ale wcześniej może się zatrzymać na Max Festiwalu. Żeby zapoznać się z życiem franciszkańskim, może spotkać nas na stronach internetowych czy zajrzeć do gazety seminaryjnej Nasze Życie. I przede wszystkim – nie traćmy nadziei.

Pokój i Dobro

Zespół kleryków łódzkiego Wyższego Seminarium Duchownego Ojców Franciszkanów powstał w 1978 r., a pod obecną nazwą występuje od 1983 r. Jego skład podlega dynamicznym zmianom ze względu na zmieniający się skład klerycki. Swoimi piosenkami klerycy głoszą dobrą nowinę o Jezusie, dzielą się franciszkańską radością, opowiadają o miłości Jezusa.

Płyta na Rok Nadziei

Czym dla Was jest nadzieja?

Br. Konrad: Motorem napędowym do tego, żeby w swoim życiu robić czasami rzeczy abstrakcyjne. Takie, które kosztują nas trochę miłości czy nawet funduszy. Jest silną motywacją do tego, że jeszcze nie wszystko umarło.

Br. Marek: To jest coś, co motywuje do działania, dlatego, że upewnia, iż warto.

Br. Michał: To koło ratunkowe, które Pan Bóg rzuca każdemu z nas i mówi: masz, chłopie, masz, dziewczyno, to koło, ono zawsze jest dla ciebie dostępne i chwytaj się go, kiedy tylko potrzebujesz pomocy.

Od nadziei do... Księgi Nadziei – Waszej najnowszej płyty. Jak powstawała i dlaczego taki właśnie tytuł?

Br. Michał: Decyzja o tytule zapadła w zeszłym roku, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że obecny rok będzie przeżywany w Kościele jako Rok Nadziei. To był dla mnie ewidentny znak Bożego działania. A dlaczego taki tytuł? Każdy utwór tej płyty – przede wszystkim te z wykorzystaniem słowa Bożego – niesie nadzieję.

Reklama

Br. Konrad: Tak, wszystkie utwory mają wspólny mianownik – nadzieję. Pisząc je, zapraszając do tego Pana Boga i cytując słowo Boże, każdy przeżywał coś trudnego lub coś, co chciał oddać Panu Bogu, czyli naszej Nadziei. Wszystkie utwory mówią o tym, że nie wiadomo jak mogłoby być źle lub jakie trudności przechodzimy w życiu, to kluczem do ich rozwiązania jest Pan Bóg. Chcemy ogłosić światu, że nadzieja jest w Chrystusie.

Br. Marek: Choć wszystkie utwory łączy motyw nadziei, to dzieli je to, że każdy ma swoją historię, wynikającą z bardzo różnych doświadczeń. Są więc piosenki, które powstały pięć lat temu, i takie, które powstały dwa tygodnie przed nagrywaniem. Są teksty, które wynikają z doświadczenia całego życia, i takie, które powstały, zdawałoby się, przypadkowo, przy nagrywaniu czy przy zmywaniu. Te, które powstały z czytania św. Franciszka, i te, które z notatek rekolekcyjnych przypadkiem ułożyły się w tekst.

Więcej o zespole i płycie na: pokojidobro.net .

2025-07-14 17:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kwiat dla zapracowanych

Róża symbolizuje miłość, czystość i cierpienie Maryi. Posadźmy ją wokół krzyży i kapliczek.

Tym, którzy poszukują odmian róż, które są w stanie przetrwać naszą zimę, polecam róże wyhodowane w Kanadzie. O ich istnieniu dowiedziałem się niedawno. Mają wiele zalet: są wytrzymałe na mróz, odporne na choroby grzybowe, odznaczają się do późnej jesieni piękną, wielokolorową formą kwiatów. Nie wymagają zbyt dużej pielęgnacji, co najwyżej minimalnego przycinania. Dzięki tym cechom róże kanadyjskie doskonale się sprawdzają w północnych, zimnych rejonach świata. Również w Polsce można coraz częściej je podziwiać w prywatnych ogrodach i parkach. Dlatego polecam je zarówno osobom zapracowanym, jak i tym, którzy pragną ozdobić nimi kapliczki czy krzyże. A co ważne – sadzonki róż kanadyjskich są dostępne w polskich szkółkach i możemy je nabyć za niewielką cenę.
CZYTAJ DALEJ

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy

2026-03-09 11:09

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Emmanuel Tzanes/pl.wikipedia.org

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim, jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła.

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem». Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem». Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę». Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok». Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie». Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?» Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi». Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić». Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
CZYTAJ DALEJ

Kuba uwolni 51 więźniów po rozmowach ze Stolicą Apostolską

2026-03-13 18:30

[ TEMATY ]

Kuba

Stolica Apostolska

więźniowie

Vatican Media

Kuba

Kuba

Hawana ogłosiła, że w najbliższych dniach uwolnieni zostaną niektórzy więźniowie, w tym osoby, które odbyły już znaczną część kary. Dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej potwierdza, że „odbyły się ostatnio rozmowy dotyczące uwolnienia”

Rząd Kuby zapowiedział uwolnienie „w najbliższych dniach” 51 więźniów, przedstawiając tę decyzję jako gest dokonany „w duchu dobrej woli oraz bliskich i płynnych relacji między państwem kubańskim a Watykanem”. Komunikat, związany również z inicjatywami w ramach obchodów Wielkiego Tygodnia, został wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Hawanie. Dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, Matteo Bruni, odpowiadając na pytania dziennikarzy, potwierdził, że „odbyły się ostatnio rozmowy dotyczące uwolnienia więźniów”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję