Ciągle robimy rankingi, tworzymy klasyfikacje, urządzamy konkurencje, aby ktoś znalazł się na podium. Zwycięzca zostaje „wywyższony” przez uznanie, poklask i sławę, innym razem natomiast otrzymuje władzę, pieniądze czy prawo do bycia autorytetem. Dobrze, że prawdziwe osiągnięcia są nagradzane.
Kiepsko, gdy hołdujemy oszczercom, naciągaczom czy fałszerzom. Ale sprawa wywyższenia Mistrza z Nazaretu wygląda inaczej, gdyż doskonale wiemy, że chodzi tutaj o krzyż. Z naturalnego punktu widzenia jest on absurdem, hańbą, porażką, totalnym zaprzeczeniem jakiegokolwiek zwycięstwa. Na czym zatem polega wspomniana konieczność wywyższenia, o której mówi Zbawiciel? Pan Jezus niewątpliwie umarł za głoszoną przez siebie prawdę. Ale przecież podobnym męczennikiem był chociażby Sokrates. Zginął on, bo nie chciał zrezygnować ze swoich poglądów i sposobu życia, choć łatwo mógł uniknąć śmierci. O wyjątkowości krzyża Pana Jezusa świadczy to, że był Synem Bożym.
Objawił ostateczną prawdę o człowieku i Prawdę o swym Ojcu. Śmierć Jezusa miała wymiar odkupieńczy i zbawczy. Przebaczając oprawcom, wypełnił głoszone przez siebie przykazanie miłości nieprzyjaciół. Ale uczynił jeszcze coś. Pokazał, co to znaczy kochać. Miłość to nie tylko uczucie, nasz dobrostan czy samospełnienie. Miłość Jezusowa zakłada umiejętność cierpienia dla sprawy, dla dobra, dla prawdy, dla osoby, której się to obiecało, wreszcie dla samego Boga, gdy inne motywacje okazują się niewystarczające.
Jan Paweł II napisał: „(...) cierpienie jest w świecie po to, ażeby wyzwalało miłość, ażeby rodziło uczynki miłości bliźniego, ażeby całą ludzką cywilizację przetwarzało w «cywilizację miłości»” (Salvifici doloris, n. 30). „Cierpienie ludzkie osiągnęło swój zenit w męce Chrystusa. Równocześnie (...) zostało związane z miłością, która tworzy dobro, wyprowadzając je również ze zła. (...) Krzyż Chrystusa stał się źródłem, z którego biją strumienie wody żywej” (tamże, n. 18). Okazuje się, że coś, czego tak bardzo się boimy, może stać się „miejscem” przemiany w nas i w świecie. Chrystus nie wytłumaczył cierpienia, ale je przyjął i włączył w historię miłości, i to tak wielkiej, że wielu jej nie pojęło.
Dlatego krzyż jest znakiem miłości, zwycięstwa i symbolem chrześcijan.
Podziel się cytatem
Na polskiej ziemi papież powiedział: „Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie!” (Zakopane, 1997 r.). Intronizujmy dziś w sobie krzyż Jezusowy jako drogę do pełni życia i codziennej „rezurekcji” oraz zwycięskiego zmartwychwstania w wieczności. Jerzy Liebert napisał w Jeźdźcu: „Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”. Wybierać miłość umiejącą cierpieć – oto „nauka krzyża”.
Sieroctwo i wdowieństwo były od zarania dziejów stanami niezwykle trudnymi dla człowieka. Podobnie jak bycie obcym, przybyszem, niewolnikiem, uchodźcą czy przesiedleńcem. Ten katalog ma wspólny mianownik dla ludzi dotkniętych wspomnianymi zjawiskami: samotność w niesprzyjającym, nierzadko wrogim środowisku. I chodzi tutaj nie tylko o psychiczne dolegliwości izolacji i wyobcowania, ale także o nie mniej trudne położenie bytowe. Postawmy się na chwilę w sytuacji opisywanych ludzi i wyobraźmy sobie, że dotykają nas tułaczka, marginalizacja społeczna, brak środków do życia, ubóstwo, choroby i nędza. W środowisku bliskim Panu Jezusowi niemal wszystkim dla człowieka były rodzina oraz panujący władca. Dla kobiety najważniejszy był ojciec i mąż, niekiedy brat. Nie znano systemu ubezpieczeń społecznych ani organizacji trzeciego sektora. Dlatego niektórzy królowie, chcąc podkreślić swą miłosierną naturę, szczycili się tytułem: „opiekun wdów i sierot”. W Ewangelii wg św. Łukasza Zbawiciel wzruszony tragedią wdowy, która odprowadza na cmentarz jedynaka, wskrzesza młodzieńca z Nain. Kobieta rozpacza po stracie ukochanego syna i jednocześnie uzmysławia otoczeniu swą dramatyczną sytuację (por. 7, 11-17). Mistrz z Nazaretu w dzisiejszej Ewangelii wg św. Jana zapewnia nas: „Nie zostawię was sierotami”, czytaj – w sytuacji beznadziejnej samotności. Jezus przygotowuje uczniów do życia na ziemi, kiedy On po zmartwychwstaniu będzie przebywał w chwale swego Ojca. Mamy Go nadal kochać przez zachowywanie Jego przykazań. Konieczna jest nasza otwartość na dary Ducha Świętego, Pocieszyciela, na Jego zbawienne natchnienia, których zupełnie wyjątkowo i w sposób pewny udziela w Kościele świętym. A teraz finał mowy Zbawiciela: dzięki miłości do Mistrza i Duchowi Świętemu mamy prawdziwe życie w sobie. Czy nie za tym tęsknimy? Czy nie uskarżamy się często, namolnie, jak to Polacy podobno mają w naturze, „że w tym życiu to nam jakoś życia ciągle mało” (zespół Pod Budą, utwór Na całość)? Czujemy się wygnańcami na tym świecie, samotni i niezrozumiani, wyobcowani, poobijani, niekochani i niepotrafiący kochać. Do nas, dorosłych sierot (o paradoksie!), apeluje dziś Pan Jezus. Wychodzimy z tego stanu, jeśli idziemy z Nim w życie, cierpliwie, na dobre i na złe, we wszelkich przeciwnościach losu. Wtedy wydarza się cud. „Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”. Oto droga chrześcijanina w pigułce: Bóg mnie umiłował, dzięki temu Go kocham, otwieram się na Ducha Świętego, skutkiem czego kocham Boga jeszcze bardziej. Ojciec Jacek Salij napisał: „Gdyby grzeszność, jaka jest w każdym z nas, nie hamowała rozwoju tej wspaniałej dynamiki, zapewne wszyscy bylibyśmy co najmniej tak święci jak Franciszek z Asyżu czy Matka Teresa z Kalkuty. Ale pomimo tej przeszkody naprawdę możemy coraz więcej wzrastać w miłości Bożej i w ten sposób coraz lepiej znać Pana Jezusa”. Nie marnujmy więc czasu na narzekanie. Kochajmy Pana!
Kiedy Kościół mówi o obronie życia lub o kwestiach należących do nauki społecznej, nie uprawia polityki, lecz odnosi Ewangelię do życia ludzi – powiedział Leon XIV podczas konferencji prasowej w samolocie z Francji do Rzymu. Papież podkreślił, że doświadczenie Lourdes pokazuje, iż życie człowieka zachowuje sens również w cierpieniu.
Papież został zapytany przez Xaviera Le Normanda z „Le Pèlerin” o kwestie dotyczące eutanazji oraz o relację między nauczaniem Kościoła a francuską zasadą rozdziału religii od państwa.
Wyższe Seminarium Duchowne w Sandomierzu rozpoczęło 207. rok swojej działalności akademickiej i formacyjnej.
Inauguracja zgromadziła alumnów, ich wychowawców i wykładowców, a także zaproszonych gości. Pierwszą i najważniejszą częścią uroczystości była wspólna modlitwa podczas Mszy świętej, której przewodniczył biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicz. Eucharystię sprawowano w seminaryjnym kościele pw. św. Michała Archanioła. Wraz z ordynariuszem diecezji przy ołtarzu modlili się biskup pomocniczy senior Edward Frankowski, rektor Wyższego Seminarium Duchownego ks. Michał Powęska, księża profesorowie i proboszczowie oraz przedstawiciele seminariów duchownych z sąsiednich diecezji.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.