Reklama

Głodni wiary

Kościół katolicki nadal zamknięty jest na kłódkę, mieści się w nim miejskie archiwum. Często na wiodących ku jego murom schodach spotkać można wiernych modlących się na różańcu. Widok klęczących, skulonych na schodach do kościoła ludzi, stał się tu już tradycją, spadkiem, jaki pozostawiła na tej ziemi całkiem nieodległa i jakże tragiczna historia.

Niedziela łowicka 37/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z ks. Ptolomeuszem Jackiem Kuczmikiem z parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Smoleńsku w Rosji rozmawia Andrzej Stachowicz

Andrzej Stachowicz: - Nie tak dawno kutnowska parafia Łąkoszyn z radością i wzruszeniem gościła dzieci polskie ze Smoleńska, dziś przyjmuje ich duszpasterza - polskiego Kapłana posługującego daleko od domu rodzinnego i ojczystego kraju. Jak Ksiądz trafił do Rosji?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Ks. Jacek Kuczmik: - Obecnie jestem proboszczem w Smoleńsku w zachodniej Rosji. Jestem jedynym proboszczem na Gubernię Smoleńską, jedynym księdzem katolickim na obszarze równym mniej więcej jednej czwartej terytorium Polski. Można powiedzieć, że trafiłem do tego kraju całkiem przypadkowo, chociaż dla człowieka wierzącego nie ma przypadków, gdyż nad wszystkim czuwa Opatrzność Boża. Gdy byłem w seminarium, a kończyłem Seminarium Duchowne Franciszkanów w Katowicach, marzyłem, żeby wyjechać na misje. Miał to być jednak jakiś kraj bardziej egzotyczny, leżący gdzieś w Afryce albo Ameryce Południowej. W tym to właśnie czasie nasz prowincjał o. Damian spotkał się z abp. Tadeuszem Kondrusiewiczem, który prosił go o to, by wysłał jakiegoś księdza do Rosji, do jego diecezji. Było tam wtedy tylko sześciu księży i w wielu już zarejestrowanych parafiach nie miał kto odprawiać Mszy św. i posługiwać wiernym. Zgłosiło się paru ojców, a wśród nich i ja wyraziłem chęć wyjazdu do Rosji. Boża Opatrzność tak jednak sprawiła, że z różnych przyczyn ojcowie, którzy zgłosili chęć wyjazdu, wyjechać nie mogli, więc ja pojechałem z zamiarem pozostania w Smoleńsku przez tydzień lub dwa. Gdy po czternastu dniach zjawiłem się u ojca prowincja, wiedziałem, że do Smoleńska muszę wrócić. I tak też się stało. Wyjechałem w 1992 r. do Smoleńska na tydzień, a jestem tam już jedenasty rok. Byłem wtedy młodym księdzem, zaledwie rok po święceniach, pracowałem w parafii w Górkach Wielkich koło Skoczowa.

- Nie wszyscy nasi czytelnicy znają położenie tego rosyjskiego miasta.

Reklama

- Smoleńsk leży na zachód od Moskwy, sześćdziesiąt kilometrów od granicy Rosji z Białorusią, liczy czterysta tysięcy mieszkańców, którzy mnie urzekli. Są nie tylko bardzo szczerzy i otwarci, ale także skromni i dobrzy. Są w większości biedni, lecz ich serca są wielkie i otwarte. Społeczeństwo lokalne tworzy ogromną mozaikę, w skład której wchodzi około 95 narodowości. Oczywiście najwięcej jest Rosjan, potem Białorusinów, Polaków jest około tysiąca. Są tu jeszcze ponoć potomkowie tej szlachty, która tu przybyła razem z Zygmuntem III Wazą, który bijąc w 1610 r. koalicję szedzko-rosyjską, zdobył Smoleńsk, osiedlając w nim liczne rody polskie. Są także potomkowie bohaterskich zesłańców z powstań narodowych, którzy po powrocie z Syberii mogli się osiedlać w guberniach przygranicznych, takich właśnie jak smoleńska. Największą część naszej emigracji stanowią jednak Polacy z byłych Kresów Wschodnich, z terenów dzisiejszej Ukrainy i Białorusi, którzy po wojnie zostali tam, gdzie żyli. Polityka Stalina zmierzała do oczyszczenia tych ziem z narodowości polskiej i wymieszania jej z innymi. Dla przykładu Polak, który ukończył uniwersytet w Grodnie, dostawał pracę na Syberii, a ten z Syberii na zachodzie Rosji, gdzieś w okolicach Smoleńska właśnie. Obok Polaków zajmujących wysokie stanowiska nawet w administracji obwodowej (wojewódzkiej) czy miejskiej, liczni są robotnicy, a także inteligenci. Po latach obowiązującego ateizmu wyraźnie zaobserwować można u wielu z nich autentyczny głód wiary. Ludzie przyjeżdżają na Mszę św. w niedzielę z miejscowości odległych o dwieście, a nawet i trzysta kilometrów. Jest to dla mnie ogromnie budujące, a zarazem wzruszające, jeśli się weźmie pod uwagę fakt, że wielu Polaków nie uczestniczy w Mszy św., mając kościół dosłownie pod nosem. Tam ludzie cenią sobie wiarę, wiedzą co stracili. Polacy chyba nie wiedzą, tak do końca, co mają, jaki skarb posiadają.

- Jak wygląda życie religijne tak różnorodnej narodowościowo lokalnej społeczności? Jakie miejsce i jaką rolę odgrywają w nim katolicy?

Reklama

- Trzeba na początku stwierdzić jednoznacznie, że porównując z latami powojennymi, dziś jest w Rosji autentyczna wolność religijna. Każdy, kto chce, może przyjść do cerkwi, do kościoła katolickiego czy ewangelickiego, może się także modlić w synagodze. Jeśli chodzi o katolików, to obecnie liczba parafian, którzy przychodzą do naszego kościoła, sięga około 500 osób. Ilu jest katolików, trudno mi powiedzieć. W 1985 r. był tu spis powszechny, z którego wynika, że narodowościami katolickimi są głównie Polacy, Litwini, część Niemców, Łotyszy, Ukraińców i Białorusinów - w sumie około pięć tysięcy ludzi. Głównym wyznaniem obejmującym około 98 proc. społeczeństwa jest prawosławie.
Naszym największym problemem jest dotarcie ze Słowem Bożym do ludzi i w to wkładamy najwięcej pracy. Później są sprawy lokalowe. Zaczynaliśmy od cmentarza. Jeden z katolików zaprosił nas na cmentarz, żebyśmy na mogile, na grobie jego rodziców odprawili Mszę św. Zaprosił też innych ludzi i tak przyszło mi sprawować pierwszą Mszę św. w Smoleńsku, bo innego miejsca nie było. Potem spotykaliśmy się w prywatnych mieszkaniach, aż do chwili, gdy władze miejskie przekazały nam grobowiec na katolickim cmentarzu. Ma on dwa piętra, na dole jest kaplica, a na górze przez siedem lat ja mieszkałem. Później oddano nam drewniany budynek obok kościoła, a w 1999 r. oddano nam budynek po plebanii, która sześćdziesiąt lat służyła jako zakład pogrzebowy, była tam stolarnia, w której wyrabiano trumny. Dziś mieszkam tam i tam się modlimy. Stojący tuż obok i dorównujący wielkością waszej pięknej łąkoszyńskiej świątyni kościół katolicki jest zamknięty na kłódkę. Mieści archiwum miejskie.
Niech mi będzie wolno przy okazji powiedzieć kilka słów o waszym przepięknym kościele, pod urokiem którego pozostaję od pierwszej chwili, kiedy go ujrzałem. Z zachwytem opowiadali mi o jego pięknie po powrocie z Kutna moi mali parafianie - dzieci, które gościliście. Byłem więc w jakiś sposób przygotowany na spotkanie z wami i waszą świątynią, ale to, co zobaczyłem, przerosło moje wyobrażenia i oczekiwania. Powiedzieć o domu Bożym, który tak pięknie urządziliście, że jest to kościół, to zdecydowanie za mało. Macie natchnięte mocą Bożą sanktuarium, tak porządnie, solidnie i estetycznie urządzone, że dosłownie czuć tu z odległości rękę i moc Pana, tak w jego otoczeniu, jak i wnętrzu. Modlę się do Boga, by dał moc mnie i moim parafianom, byśmy kiedyś w Smoleńsku mogli urządzić dla Niego podobny przybytek. Jestem pod wrażeniem posługi proboszcza ks. Mirosława Czarnołęckiego, jak i wiary parafian.

- Pozwoli Ksiądz, że serdecznie podziękuję w imieniu całej wspólnoty parafialnej za te piękne i krzepiące słowa. Sądzę, iż mogę to uczynić, gdyż jestem tutejszym parafianinem. Dar to dla mnie wielki, że wraz z całą wspólnotą dane mi jest słuchać słowa Bożego i uczestniczyć w dziele pod kierunkiem tak wielkiej miary kapłana i człowieka, jakim jest ks. Mirosław Czarnołęcki. Często sami nie potrafimy docenić tego, co mamy, i dopiero inni otwierają nam oczy. Rzeczą całkiem cudowną jest to, że robi to polski ksiądz, którego Opatrzność przysłała do maleńkiego Kutna z ogromnej Rosji. Jak to się stało, że parafie w Smoleńsku i w Kutnie nawiązały taki serdeczny kontakt?

- Niech mi będzie wolno w tym miejscu serdecznie podziękować za gościnę i wielkie serce proboszczowi parafii św. Stanisława w Łąkoszynie, ks. Mirosławowi Czarnołęckiemu. Dziękuję za to, że mogłem tu dziś głosić kazania i za otrzymaną pomoc, o czym zawsze będę pamiętał. Smoleńskie dzieci musiały pozostać tym razem w domu, więc ja przywożę ich wdzięczność. Pragnę ją złożyć na ręce Księdza dla wszystkich parafian, za życzliwość, wrażliwość, a także hojność. Polakom w Smoleńsku, tak jak w całej Rosji, nie żyje się łatwo. Potrzebują pamięci i pomocy rodaków z Ojczyzny, choć wiem, że i wam się nie przelewa. Nie możemy jednak w tych trudnych czasach zapominać, że człowiek jest tak naprawdę tyle wart, ile może dać drugiemu człowiekowi. Na pewno - jeśli idzie o byt - w Polsce jest lepiej niż w Rosji, mimo iż wiele się w tym ogromnym kraju zmienia i to na lepsze pod każdym względem. Patrząc tak jak ja przez prymat Rosji na Polskę, można naprawdę bardziej pokochać nasz kraj. Wiem coś o tym, bo doświadczam tego, oglądając choćby z okien pociągu nasz piękny kraj.
Bardzo się cieszę, że mogłem być tu w tej parafii, że mogłem być w Kutnie, mieście, którego do dziś w ogóle nie znałem. Parafianie w Smoleńsku już troszkę o was wiedzą, teraz pokażę im na mapie ten skrawek ziemi, na którym żyjecie i o którym tak mile opowiadały im dzieci. Trafiłem do was dzięki tutejszemu parafianinowi, a jednocześnie wójtowi gminy Dąbrowice Tadeuszowi Woźniakowi. Gościł on kilka razy w Smoleńsku, pielgrzymując do naszych Narodowych Mogił w Katyniu. Jeśli kiedykolwiek pójdziecie tym śladem, serdecznie zapraszam do naszej parafii w Smoleńsku.

- Życzę Księdzu wielu sił w trwaniu na tej wyznaczonej przez Pana misji. Dziękuję za zaproszenie i rozmowę.

Wszystkich czytelników, którzy chcieliby wspomóc naszych rodaków w Smoleńsku, prosimy o kontakt z proboszczem parafii w Łąkoszynie ks. Mirosławem Czarnołęckim. O świadectwach tej pomocy informować będziemy na łamach Niedzieli.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Memy z Panem Jezusem w gnieźnieńskim muzeum. Po nagłośnieniu sprawy usunięto część ekspozycji

2026-02-25 07:14

[ TEMATY ]

muzeum

Screen youtube.com / Muzeum Początków Państwa Polskiego

Na wystawie Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie znalazły się memy kpiące m.in. z męki Chrystusa. Po tym, jak sprawę nagłośniono, placówka informuje, że usunęła część ekspozycji. Z oświadczenia nie wynika, by autorzy wystawy widzieli w niej coś niewłaściwego. Tłumaczą tylko, że „uszanowali zdanie odbiorców”.

Mowa o części wystawy "RE: Średniowiecze. 1000 lat 1000 wersji", zainaugurowanej w Muzeum na początku lutego br. Jak podnosi instytucja w mediach społecznościowych, celem wystawy jest pokazanie średniowiecza jako „epoki wielkich przemian, ale też jako inspiracji, która wciąż żyje w kulturze - od narodowych mitów po fantastykę, modę i memy”.
CZYTAJ DALEJ

Nieznane dotąd homilie kard. Ratzingera: gościnny Kościół, który pozostawia wolnym

2026-02-25 17:15

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

Grzegorz Gałązka

W homilii, która ukazała się w książce „Wiara przyszłości”, ówczesny kardynał przedstawia świętą Monikę i jej stosunek do syna, świętego Augustyna, jako uosobienie wspólnoty kościelnej: przestrzeń życia, gościnności i wolności, w której szanowana jest wolność każdego człowieka, a wiara nigdy nie jest narzucana.

„Cierpiąc, nauczyła się pozwalać mu iść własną drogą, bez przymusów. Nauczyła się żyć z faktem, że jego droga była zupełnie inna” od tej, którą sobie wyobrażała. Te słowa o matce świętego Augustyna, zostały wypowiedziane przez ówczesnego kard. Josepha Ratzingera podczas konsekracji kościoła parafialnego pw. św. Moniki w monachijskiej dzielnicy Neuparlach. Było to 29 listopada 1981 roku, zaledwie cztery dni po ogłoszeniu jego nominacji na urząd prefekta Kongregacji Nauki Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Pusty dzban mojego życia

2026-02-26 09:12

[ TEMATY ]

rozważanie

rozważanie Słowa Bożego

Amata J. Nowaszewska CSFN

Chrystus i Samarytanka, Muzeum Archidiecezjalne Warszawa

Chrystus i Samarytanka, Muzeum Archidiecezjalne Warszawa

Wyszła z dzbanem na rękach po wodę. Zwyczajny obraz ludzkiego życia. Zmusiła ją życiowa potrzeba. O tej porze nikt nie wychodzi z domu, gdy słońce stoi w zenicie. Trudno też spotkać kogokolwiek na drogach czy ulicach. Jedynie podróżni zatrzymują się przy studniach, by zaczerpnąć wody. Nie chciała nikogo spotkać. Chciała być sama. To była dobra pora – nikt nie wychodził na zewnątrz, nikt nie widział, nikt nie pytał. Wszystko, co żyje, szuka cienia, jakiegoś schronienia przed upałem. A ona, ukradkiem, niezauważona, chciała szybko dojść do studni, tak by nikt jej nie zobaczył, nikt jej nie spotkał i skrycie wrócić szybko do domu.

Niosła ze sobą pusty dzban, tak jak niesie się swoje puste, poplątane życie. Pragnienia, których woda nie potrafi ugasić. Codzienne ludzkie doświadczenia i zmagania. Troski. Pustkę serca i samotność. Swoje pragnienia i głód, którego nikt nie potrafi nazwać. Idzie sama – wtedy, gdy nikt nie patrzy, nikt nie pyta, nikt nie ocenia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję