Reklama

Pro i contra

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Polska - bastionem

Reklama

Parę tygodni temu z ogromnym wzruszeniem reagowaliśmy na wspaniały sukces pielgrzymki Papieża Benedykta XVI po Polsce, ciesząc się, że Ojciec Święty, Niemiec z pochodzenia, tak bardzo trafił do serc polskich wiernych. I widząc, jak świetnie czuł się on wśród zgromadzonych polskich tłumów. I cóż się okazało wkrótce potem? Otóż większość najbardziej wpływowych zachodnich mediów ze szczególnym zapałem zajęło się pomniejszaniem tak wielkiego sukcesu pielgrzymki Benedykta XVI do Polski. Pisze o tym Tomasz Mysłek w tekście: Z niechętnym dystansem (Najwyższy Czas z 10 czerwca). Mysłek wskazuje, że wiele zachodnich mediów skupiło się głównie „na wytykaniu rzekomych braków, niedociągnięć czy potknięć” w przebiegu pielgrzymki, „szczególnie tych rzekomo związanych z wystąpieniem Papieża w Auschwitz”. Odsyłam czytelników do jakże jaskrawych przykładów tych dezinformacji opisanych w tekście Mysłka. Na tym tle tym cenniejsze wydają się przytoczone przez niego fragmenty dużo rzadszych, niestety, prawdziwie uczciwych relacji z Zachodu, typu z Berliner Morgenpost, stwierdzającego m.in.: „Polska zajmuje wyjątkowe miejsce w historii Europy - to «bastion», z którym nie mogło sobie poradzić sowieckie imperium. To kraj głębokiej wiary, z rosnącą liczbą powołań kapłańskich. Osoby duchowne z niego pochodzące są «eksportowane» obecnie niemal na cały świat. Polska jest swoistym laboratorium Kościoła katolickiego. Ten kraj oczarował Papieża z Bawarii, sprawił, że on sam niemal stał się Polakiem”.

Krzywe zwierciadło „Angory”

Nie zabrakło prób deformowania obrazu pielgrzymki Ojca Świętego w krajowych organach lewicowych. Szczególnym brakiem klasy „popisała się” tu para publicystów Angory: Sobczak i Szpak (tekst Po pierwsze... w numerze z 11 czerwca). Z furią zaatakowali rzekome wyjątkowo duże koszty pielgrzymki i bardzo gorący styl powitania Ojca Świętego przez czołowych przedstawicieli polskiego państwa. Uznali to... za rzekome obrażanie uczuć religijnych i upokarzanie Polaków prawosławnych, wyznania mojżeszowego, protestantów i ateistów. Zaatakowali również wypowiedzi Benedyk-ta XVI w Auschwitz. Do ataków Sobczaka i Szpaka dołączyła w tejże Angorze również i sławetna dr Magdalena Środa. W wywiadzie udzielonym Teresie Rudnickiej pt.: Śmiejesz się, toś „łże-elita!” zaatakowała rzekomy serwilizm rządzących Polską wobec Watykanu, rozdzierała szaty nad tym, ile to „nas wszystkich będzie kosztowała wizyta Benedykta XVI”. Dodajmy do tego wszystkiego jeszcze żałosne utyskiwania osławionego janczara jaruzelszczyzny Krzysztofa Teodora Toeplitza (tekst Po balu w postkomunistycznym Przeglądzie z 11 czerwca). Teoplitz napiętnował przebieg pielgrzymki jako rzekomy triumf festynowej religijności i uznał ją... za „porażkę” polskiego katolicyzmu, który dalej pozostał jakoby „strażnikiem konserwatyzmu, parafiańszczyzny i zaściankowości”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Iłowiecki przeciw „poprawności politycznej”

Reklama

Coraz silniejsza fala ataków wpływowych mediów na Kościół katolicki i uczucia katolików skłoniła do protestu b. prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Macieja Iłowieckiego. W tekście Mitologia dziennikarskiej niezależności (Nowe Państwo, wiosna 2006) Iłowiecki napisał m.in.: „Przy akceptacji drugiej fundamentalnej zasady demokracji, że mniejszość powinna być chroniona (jeśli nie depcze prawa), nie jest sprawiedliwa ani słuszna teza, że mniejszość powinna być chroniona również kosztem większości, którą można poniżać i nie liczyć się z jej godnością. Jeśli zgadzamy się, że nie wolno poniżać na przykład homoseksualistów (czy kogokolwiek z racji jego «inności»), to musimy się zgodzić, że nie wolno również poniżać na przykład katolika i jego uczuć. Niby nikt formalnie nie przeczy takiej zasadzie, ale praktyki medialne wskazują, że jest ona często łamana. Tworzy się nawet atmosferę sprzyjającą takim działaniom”. Obszerna część tekstu Iłowieckiego to pełen pasji polemicznej wyraz sprzeciwu przeciwko „wszechogarniającej poprawności politycznej”, która pozwala na stosowanie wszelkiego typu chwytów przeciwko inaczej myślącym.

Prześladowania chrześcijan w świecie

Reklama

Panowanie lewackiej i antychrześcijańskiej „poprawności politycznej” w świecie mediów sprzyja różnym znaczącym przemilczeniom. Choćby brakowi nagłośnienia jakże wielkich rozmiarów prześladowań chrześcijan w dużej części krajów świata. Nader wymowne pod tym względem są uwagi Beaty Zubowicz w tekście Zabić niewiernego (Newsweek z 11 czerwca). Zubowicz pisze m.in.: „Muzułmanie w Europie domagają się równych praw i dotacji dla swoich świątyń. Co nie przeszkadza im prześladować chrześcijan u siebie. O publicznych modlitwach i zakładaniu kościołów nie ma nawet mowy (...). Z różnych raportów wynika, że chrześcijanie są dyskryminowani w ponad 50 krajach świata, nie tyko islamskich. Około 400 mln ludzi nie korzysta w pełni z prawa wolności sumienia i wyznania, zapisanego w Deklaracji Praw Człowieka. Już przed dwoma laty arcybiskup Giovanni Lajolo, zastępca szefa watykańskiego MSZ, nie wahał się użyć mocnych słów. - Chrystofobia jest faktem i zasługuje na potępienie w dokumentach międzynarodowych na równi z antysemityzmem i fobią antyislamską - powiedział. O ile jednak dwie ostatnie postawy są zgodnie potępiane, o tyle Watykan nie doczekał się na razie oficjalnej reakcji ze strony instytucji międzynarodowych. Organizacje kościelne alarmują, że chrześcijanie w wielu krajach uważani są za obcych. Są dyskryminowani w administracji publicznej, szkołach, wojsku i urzędach (...). To i tak pestka w porównaniu z karami, jakie spotykają tych, którzy świadomie porzucili islam i zostali chrześcijanami. Konwersje niemal wszędzie uważane są za przestępstwo. W najbardziej fundamentalistycznych krajach grozi za nie kara śmierci (...). Fundamentalizmom sprzyjają także konflikty zbrojne (...). Od czasu zaostrzenia walk w Iraku z kraju tego wyjechało 80 tys. chrześcijan”.

„Partia pedofilów” w Holandii

W Tygodniku Solidarność z 9 czerwca wielce alarmujący tekst Mirosława Skowrona Wolność obosieczna. Autor pisze o niedawno powstałej holenderskiej „partii pedofilów”. Jak pisze Skowron: „Ugrupowanie o nazwie Dobroczynność, Wolność i Różnorodność (NVD) stawia sobie za cel legalizację uprawiania seksu z dziećmi od 12. roku życia. Działacze chcą także legalizacji dziecięcej pornografii, a nawet emitowania jej w telewizji w ciągu dnia. Idą dalej, żądając poddawania przedszkolaków i uczniów swoiście pojmowanej «edukacji seksualnej». Pedofile nie są jednak samolubni, pamiętają o zoofilach i ekshibicjonistach”. Okazują tu nawet swoistą „wielkoduszność”, zalecając, aby zwierząt „nie krzywdzić” w czasie uprawiania seksu z nimi. Skowron ostrzega, że oswajanie z tematami tabu „w Holandii i kilku innych krajach jest (...) o tyle groźne, że dokładnie tymi samymi ścieżkami podążano, oswajając społeczeństwo ze związkami homoseksualnymi, adopcją przez nich dzieci bądź eutanazją. I oswojono”.

Nieczyste sumienie „elit”

Reklama

Czasopisma lewicowe na ogół skłonne są do idealizowania tzw. transformacji po 1989 r. tym mocniej, że skorzystali na nich przede wszystkim postkomuniści. Na tym tle tym bardziej szokujący jest bardzo krytyczny wywiad o tych transformacjach, udzielony Robertowi Walenciakowi przez socjologa - prof. Włodzimierza Pańkowa, b. doradcę NSZZ „Solidarność”, lewicowemu Przeglądowi (nr z 11 czerwca) pt.: Tu zaszła zdrada. Jak stwierdza prof. Pańkow: „Mówię teraz do liberałów - nieważne, czy oni są różowi, czy czerwoni - mieliście przez 18 lat złoty róg, dęliście w niego, pociągając za sobą znaczną część społeczeństwa, ale teraz chyba to się już kończy (...). Polska, która miała w końcowej fazie poprzedniego systemu trochę demokracji pracowniczej, jest obecnie jednym z najgorszych pod tym względem krajów Europy. Za to przebijamy je pod względem intensywności i czasu pracy. A jej warunki są prosto z Biedronki. Do tego tej pracy nie ma. Według ostatniego Eurosondażu, w Polsce tylko 46 % obywateli jest aktywnych zawodowo. Ten niski poziom aktywności zawodowej maleje co roku o ok. 1-2 %. Wygląda na to, że w Polsce praca zamiera (...) ludzie, szczególnie młodzi, uciekają za granicę. Pierwsze trzy kraje Unii otworzyły się - i ludzie tam poszli. Teraz mamy następne trzy kraje - i jest następna fala 700-800 tys. osób. To krwotok! A co my z tego będziemy mieli? Kto będzie opłacał składki emerytalne, rentowe i zdrowotne? Kto jest za to odpowiedzialny? Cisza. Biologiczne trwanie tego narodu jest zagrożone (...).
W Polsce ukształtował się najsilniejszy syndrom elastyczności zatrudnienia. Nie ma takiego drugiego kraju w Europie! Największa niepewność zatrudnienia i najwięcej kontraktów krótkoterminowych. Pod tym względem wyprzedziliśmy wszystkie kraje Europy i ciągle jeszcze niektórzy chcą to pogłębiać, szczególnie liderzy i rzecznicy organizacji pracodawców oraz niektórzy profesorowie ekonomii, ultraliberałowie, którzy niedawno zeszli z komunistycznych drzew (...). Taka sytuacja przynosi określone skutki psychiczne - w Polsce 66 % pracujących mówi, że nie ma poczucia bezpieczeństwa zatrudnienia. Gdybym ja cały czas się trząsł ze strachu, że mnie zwolnią, po roku byłbym kłębkiem nerwów!”.
Prof. Pańkow wini za sytuację skrajnie liberalną politykę po 1989 r., stwierdzając: „Ci, którzy rządzili pieniędzmi, na czele z Balcerowiczem i Hanną Gronkiewicz-Waltz, w gruncie rzeczy stwarzali takie warunki, żeby produkty do Polski importować, a pracę z niej wypychać. Bilans jest negatywny (...). Część polskich elit, także wywodzących się z dawnej opozycji KOR-owskiej, solidarnościowej, ma nieczyste sumienie. Oni pobudowali sobie kariery, a robotników zostawiono na ulicy. Jak potem można im spojrzeć w oczy? Lepiej to maskować pogardą lub wrzaskiem. Było dość długo wespół w zespół, sojusz robotniczo-inteligencki, sam prowadziłem grupy samokształceniowe, podziemne itd. Wtedy czuliśmy się ze sobą znakomicie. A potem spotykałem tych ludzi, z Róży, z Kasprzaka, z FSO, na ulicy i pytali mnie: «Włodek, co się w tym kraju stało?». Na ich oczach rozkradziono im fabryki, rozsprzedano, potem zniknęły. Ci ludzie nie mogą nam wybaczyć tego, co się z nimi stało, a my, mając nieczyste sumienie, nie możemy za bardzo spojrzeć im w oczy. I za bardzo ich nie lubimy, jako tych, którzy byli świadkami naszej zdrady”.

Kto zarobił na fuzji banków?

Już wiadomo, jak świetnie zarobił włoski UniCredit na fuzji Pekao SA i BPH. Według Elizy Więcław: Włosi zabiorą zyski polskiego banku (dodatek ekonomiczny Rzeczpospolitej z 7 czerwca). Według autorki: „Ponad 860 mln zł dywidendy wypłaci w tym roku Bank BPH. Ponad 600 mln zł trafi do grupy UniCredit”. Rzeczpospolita zapłaci.

Kwaśniewski nadal kłamie

Tygodnik Solidarność z 9 czerwca pisze w tekście Kwaśniewski z krótkimi nogami: „Super Express poinformował, że kłamstwo nie wyszło jednak z nawyków Aleksandra Kwaśniewskiego. Były prezydent podczas płatnych odczytów w USA podkręcił «odrobinę» swój życiorys tak, by nie odrzuciła go znaczna część uczelni. Kwaśniewski zataił więc prawdę o karierze w PZPR i rządzie PRL, a także agnostycyzm i lwią część występów w roli prezydenta III RP. Co zostawił? Ano to, że urodził się, a kiedy podrósł, wprowadził Polskę do NATO i Unii Europejskiej. Wykładowcy Catholic University of America w Waszyngtonie nie kryli zdumienia, kiedy dowiedzieli się nieco szerszej wersji życiorysu od polskich dziennikarzy”.

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ewangelizował nawet na swoim pogrzebie. Kąty Wrocławskie pożegnały ks. Wojciecha Draba

2026-10-01 21:10

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

diecezja świdnicka

ks. Krzysztof Ora

pogrzeb kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Pogrzeb ks. Wojtka stał się dla mnie nadzwyczajnymi rekolekcjami o kapłaństwie, o życiu pomimo śmierci, o Kościele, który jest piękną wspólnotą – napisał po uroczystości ks. kan. Krzysztof Ora. I rzeczywiście: 1 października w Kątach Wrocławskich nie zabrakło łez i bólu, ale jeszcze mocniej wybrzmiewała wiara, że śmierć nie ma ostatniego słowa.

CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Grzechy zaniedbania - o czym zapominamy w konfesjonale?

2026-10-01 21:06

[ TEMATY ]

sumienie

grzech

Agata Kowalska

Co właściwie oznacza grzech zaniedbania i dlaczego tak łatwo przechodzimy nad nim do porządku dziennego? Często skupiamy się na tym, co zrobiliśmy złego, zapominając o dobru, którego zaniechaliśmy. Wyjaśniamy, jak właściwie przygotować się do spowiedzi, co zrobić z zapomnianym grzechem i dlaczego brak działania może mieć poważne konsekwencje moralne.

Grzechy zaniedbania - o czym zapominamy w konfesjonale? Trudno jednoznacznie zrozumieć, o co w tym pytaniu chodzi. Czy chodzi o niewłaściwe przygotowanie do spowiedzi, co prowadzi do zapominania grzechów, które należało wyznać, czy o pomijanie pewnej kategorii grzechów, które np. wymieniamy w ramach tzw. spowiedzi powszechnej („zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”), a nie uwzględniamy w rachunku sumienia, bo nie uważamy ich za poważne występki moralne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję