Reklama

Szpitale pod szantażem

Niedziela Ogólnopolska 23/2011, str. 22-23

Dominik Różański/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę nakazującą przekształcenie zadłużonych szpitali publicznych w spółki handlowe, gdy samorządy nie będą chciały dłużej dofinansowywać dłużników, w mediach na ten temat było cicho. Hitem za to stało się wejście posła Arłukowicza do gabinetu Donalda Tuska.
W ten sposób udało się „przykryć” zgodę prezydenta - który przed elekcją zapewniał Polaków, że jest przeciwnikiem prywatyzacji szpitali - na komercjalizację, która będzie drogą do ich prywatyzacji, nawet jeśli w głębi serca prezydent będzie temu przeciwny. Internauci zabieg propagandowy rozpoznali bezbłędnie: „I PO to była potrzebna zadyma z tym posłem z SLD!” - napisał jeden z nich. Inni przypomnieli: „A gdy Jarosław Kaczyński mówił podczas kampanii wyborczej, że PO chce to zrobić, został skazany za kłamstwo przez rozgrzany sąd. I co teraz?” - pytał zawiedziony wyborca. Inny dopytywał ironicznie: „Ciekawe, czy zrobił to z bulem, czy może - bez bulu?”.

Nie ma zmiłuj!

Reklama

To, co rządowi PO-PSL wychodzi najlepiej, to spychanie na samorządy coraz większej liczby zadań bez zabezpieczenia potrzebnych środków finansowych. Przecież nie tylko z powodu rozbuchanych inwestycji samorządy na koniec zeszłego roku były zadłużone na kwotę 55,1 mld zł. Pustka w kasie (a nie wyłącznie przyczyny demograficzne) wymusza na nich zamykanie szkół, które były dotąd ich oczkiem w głowie.
Brakuje na szkoły, nie starcza na szpitale. A szpitale, których ponad 70 proc. nie tak dawno nie przynosiło już strat, znowu wpadły w długi po uszy. Na 530 publicznych szpitali aż 293 były ostatnio na minusie. Według ustawy o działalności leczniczej, która ma wejść w życie od 1 lipca br., jeśli w ciągu 3 miesięcy nie uda im się spłacić wierzytelności, a samorząd nie będzie chciał pokrywać tych wierzytelności, w ciągu następnych 12 miesięcy będą musiały przekształcić się w spółki kapitałowe.
Samorządy, które przekształcą szpitale, otrzymają co prawda szansę umorzenia ich zobowiązań, ale tylko publicznoprawnych. Szpitalne spółki zaś jako nowe podmioty mogą liczyć na dotacje w wysokości umorzonej w drodze ugody kwoty głównej albo odsetek od wierzytelności cywilnoprawnych oraz kredytów bankowych, które pozostały im do spłacenia.
Jednak na tym pomoc się kończy. Reszta długów pozostaje, podobnie jak nierozwiązany wciąż problem niedofinansowania całego systemu ochrony zdrowia, który narasta. I nie ma się co łudzić, że samorządy sobie poradzą i jak królika z kapelusza wyciągać będą niezbędne złotówki. Długi szpitali tylko za 2009 r. urosły do prawie 1 mld zł. Wielkość zadłużenia za rok ubiegły będziemy znać dopiero około lipca. Już dziś jednak wiadomo, że nie wszystkie samorządy będą w stanie sfinansować wierzytelności szpitali. Zatem szpitale z długami spółkami zostać muszą.
- To otwiera szeroko drzwi do komercjalizacji, a następnie do prywatyzacji - alarmuje poseł Bolesław Piecha z PiS, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia.. W opinii Marii Ochman, szefowej Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”, prywatyzacja nie zacznie się zaraz, ale wygląda na to, że będziemy mieli do czynienia z sytuacją, jaka nastąpiła po komercjalizacji zakładów przemysłowych. I wtedy, gdy skomercjalizowano uzdrowiska. Część z nich, np. Nałęczów czy Zespół Uzdrowisk Kłodzkich, już poszła pod młotek. Reszta, oprócz zaliczonych do rodowych sreber, czeka na lepszych kontrahentów.
Poseł Marek Balicki przyjął ze zdziwieniem wyrok sądu, który w trybie przyspieszonym orzekł przed wyborami, że Jarosław Kaczyński nie ma racji, twierdząc, że Platforma, forsując pomysł przekształcenia szpitali w spółki, zmierza do ich prywatyzacji. - Skoro składka zdrowotna nie rośnie, choć premier na Białym Szczycie obiecywał wzrost o 1 proc., a procedury medyczne są przez Narodowy Fundusz Zdrowia zbyt nisko wyceniane, to w sytuacji drastycznie rosnących kosztów utrzymania szpitali prywatyzacja jest tylko kwestią czasu - twierdzi Balicki. Oczywiście, skomercjalizowane szpitale będą mogły leczyć również prywatnie, a bardziej zasobni pacjenci mają szansę ominąć kolejki, dosypując grosza do szpitalnej kasy. Jednak nie będą tłoczyć się u drzwi. - Wielkich dochodów z tego nie będzie. Na takie leczenie stać najwyżej 1 proc. społeczeństwa - kalkuluje Balicki.
Dr Dariusz Kostyrka, dyrektor Działu Doradztwa Biznesowego spółki doradczej Collect Consulting, również wątpi, że przekształcenie szpitali w spółki kapitałowe okaże się receptą na zahamowanie generowania przez nie strat. Uważa bowiem, że poziom narosłych zobowiązań jest tak duży, iż zanim znaczna część szpitalnych spółek zdołałaby je spłacić, musiałaby przy istniejącym poziomie przychodów ogłosić upadłość. Samorządy zaś nie są w stanie dźwigać zadłużenia szpitali, ponieważ i bez tego mają coraz większe wydatki.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wycisnąć krew z kamienia

Ekonomiści twierdzą, że nie ma prostej zależności między osiąganiem dobrych wyników ekonomicznych a przekształceniem szpitala w spółkę. Nie ma automatyzmu. Mówi o tym nie tylko dr Kostyrka, ale udowadniał to również na wielu przykładach w raporcie dr Wojciech Misiąg z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Warto się zastanowić, dlaczego co trzeci przekształcony już w spółkę szpital jest na minusie. Żeby dobrze funkcjonował, musi być spełnionych wiele warunków. Decyduje o tym nie tylko restrukturyzacja zatrudnienia, ale i kwestia wycen świadczeń leczniczych, zasady ich kontraktowania, funkcjonalność obiektu i jakość oferowanych usług. W raporcie dr Misiąg udowodnił, że nie ma nic takiego w spółce, czego by nie można było zrobić w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej. I jeszcze jeden warunek, o którym minister zdrowia Ewa Kopacz mówiła najgłośniej, obejmując urząd - uszczelnienie systemu. Niebawem minie kadencja, a zapowiadany przez nią ogólnokrajowy rejestr usług medycznych dotąd nie powstał. Z jednej strony szarpie za cugle, z drugiej - przez administracyjną opieszałość przyzwala na marnotrawstwo, o czym informują raporty Najwyższej Izby Kontroli.
Pomysły przekształcenia w spółki również szpitali klinicznych u wielu ekspertów wywołują zdumienie. Mówi się o legislacyjnym bublu całego pakietu zdrowotnego. Podkreśla, że szczególnie w przypadku procedur wysokospecjalistycznych trudno będzie godzić interes ekonomiczny z dostępnością pacjentów do leczenia przypadków najcięższych, wymagających najbardziej kosztownej, często długiej hospitalizacji. Żeby szpital kliniczny nie popadał w długi, wycena takich świadczeń musiałaby być o wiele wyższa, podobnie jak wynagrodzenia białego personelu, ludzi o najwyższych kwalifikacjach.
Coś z wycenami procedur medycznych w ogóle jest nie tak. Bo i w przypadku chirurgicznego leczenia ambulatoryjnego lekarze przyznają, że opłaca im się leczyć dopiero „od pięciu szwów”. Utrzymywanie przez komercyjne lecznice szpitalnych oddziałów ratunkowych na sytuacje wypadków i katastrof stanie się nieopłacalne. I nikt ich do tego nie zmusi. Podobnie jak do leczenia urazów wielonaczyniowych czy osób nieubezpieczonych, za które zapłaty trzeba wyczekiwać od władz miesiącami. Spółki muszą nastawić się na zysk, czyli wykonywanie zabiegów opłacalnych. Koalicja PO-PSL usiłuje wycisnąć krew z kamienia, bo finansowanie polskiej służby zdrowia lokuje się na poziomie 4,3 proc. PKB, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej to około 6 proc. PKB, a poziom finansowania w najbardziej rozwiniętych krajach Europy zbliża się do 10 proc. PKB.
Pewien internauta napisał w komentarzu, że „Tuskowi nawet chory człowiek musi przynosić zysk”. Na razie wszystko sprowadza się do spółek, które, według koalicji PO-PSL, lepiej będą liczyć koszty i nie mogą się zadłużać, bo upadną. Dlatego, gdy szpitalowi zabraknie limitów na procedury medyczne zakontraktowane przez NFZ, pokaże pacjentowi figę. Co wtedy? Przyda się gruby portfel.

Zgubiono pacjenta

Powraca problem sieci szpitali publicznych, która - jak dramatycznie przekonywał nieodżałowany prof. Zbigniew Religa - musi zostać utworzona dla bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. Takiej sieci nie stworzy rynek, choć tak wyobraża to sobie Platforma. W bitwie o spółki i zysk zapomina się, że prawo do ochrony zdrowia jest gwarantowane konstytucyjnie jako wynikające z przyrodzonej, niezbywalnej godności człowieka, i że do przestrzegania tego prawa władza państwowa jest zobowiązana. Wszystkie inne akty prawne muszą być z tymi zapisami spójne.
Nawet tak krytykowany b. minister zdrowia Mariusz Łapiński, który niedawno twierdził, że PO ma dobre rozwiązania dla szpitali, uważa, że największym problemem jest to, że nie określono liczby szpitali, które powinny pozostać publiczne, i tych, które będą prywatne. - Ale gdybyśmy chcieli przekształcić w spółki handlowe wszystkie szpitale, to nie zreformuje to opieki zdrowotnej - podkreśla.
PiS o potrzebie sieci szpitali mówi konsekwentnie i bardzo donośnie. Podobnie jak Solidarność służby zdrowia.
Adam Sandauer, założyciel i szef Stowarzyszenia Pacjentów „Primum Non Nocere”, przypomina, że reforma służby zdrowia trwa w Polsce od kilkunastu lat. - Tymczasem dostęp do świadczeń medycznych jest coraz gorszy. Został zatracony interes pacjentów. Polska coraz bardziej dzieli się na A i B. Do Polski A należą ci, którzy prywatyzują służbę zdrowia, i ci, których będzie stać na to, żeby leczyć się prywatnie. Zaś do Polski B należą ci, którzy będą musieli korzystać ze świadczeń gwarantowanych przez ubezpieczenie społeczne - tłumaczy Sandauer. Jest jeszcze jeden problem - Europa grozi nam palcem. Szpitale publiczne, które za unijne pieniądze wyremontowały i wyposażyły swoje oddziały, po przekształceniu w spółki nie będą mogły wykorzystywać tego sprzętu do leczenia prywatnych pacjentów, inaczej złamią prawo i będą zmuszone zwrócić unijne dotacje. Z tego powodu dyrektorzy niektórych szpitali zastanawiają się nad sensem komercjalizacji swoich placówek
- Unia Europejska wyraźnie zaznaczyła, że te środki finansowe powinny być przekazane na lecznictwo publiczne. To bardzo gorzka konstatacja, że nawet unijni technokraci bardziej dbają o nas niż polski rząd - konstatuje z goryczą Maria Ochman i ubolewa w wydanym przez Sekretariat Ochrony Zdrowia „S” oświadczeniu, że urząd Prezydenta RP nie skorzystał z możliwości spotkania z partnerami społecznymi, by mogli przedstawić merytoryczne uwagi i zastrzeżenia do tego aktu prawnego, mimo iż o to zabiegali.
„Uznajemy to za lekceważenie opinii strony społecznej przy podejmowaniu najistotniejszych decyzji dla funkcjonowania Państwa i bezpieczeństwa zdrowotnego jego obywateli” - czytamy w oświadczeniu.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Mieszkańcowi przeszkadzają kościelne dzwony. Wójt staje w obronie i mówi: "Żadnej decyzji zakazującej używania sygnałów nie wydam!"

2026-09-09 09:42

[ TEMATY ]

dzwony

pixabay.com

Jak informuje Mateusz Wojciechowski, wójt gminy Ostrowite, w niedzielę i poniedziałek w Ostrowitem trwała dyskusja dotycząca bicia dzwonów przy kościele oraz wyłączania głośników podczas niedzielnych mszy. Powodem miał być jeden z mieszkańców, który zgłosił policji, że dźwięki dochodzące ze świątyni mu przeszkadzają - informuje portal epoznan.pl.

Wójt gminy mówi dosadnie: Dochodzimy do takiego momentu, że tego typu precedensy otrzymują rangę wyroków sądu. To absurd! Właśnie przed momentem w rozmowie z kościelnym parafii w Ostrowitem, kazałem WŁĄCZYĆ Z POWROTEM dzwony i głośniki. Nie dajmy się zwariować. Cisza nocna trwa od 22:00 do 6:00, a dźwięk tych urządzeń jest o określonych dB. Żadnej decyzji zakazującej używania sygnałów w Ostrowitem nie wydam! - komentuje Mateusz Wojciechowski.
CZYTAJ DALEJ

Święty Jan Chryzostom

[ TEMATY ]

święty

Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).

Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma. W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej. Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską. Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397). Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary. Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan). Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach. Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Pierwsza Piesza Pielgrzymka z Żórawiny do Jaksonowa

2026-09-13 16:49

Archiwum parafii

Pielgrzymi podczas postoju w Pasterzycach

Pielgrzymi podczas postoju w Pasterzycach

W przededniu święta Podwyższenia Krzyża Świętego wierni z Żórawiny udali się pieszo do Jaksonowa. To właśnie tam odbywały się uroczystości odpustowe, którym przewodniczył ks. prałat Jan Suchecki.

Pielgrzymi wyruszyli o godz. 9.00 spod kościoła św. Józefa w Żórawinie. Pielgrzymom na drogę błogosławił ks. Cezary Chwilczyński, proboszcz parafii. Trasa pielgrzymki wiodła przez Żerniki Wielkie, Bogunów i Pasterzyce. W Pasterzycach czekał na nich przygotowany przez mieszkańców poczęstunek. W czasie drogi towarzyszyła modlitwa w osobistych i wspólnych intencjach. Podczas drogi była okazja do rozważania tematu związanego z cierpieniem i jego sensem, jak zaznaczył ks. Przemysław Pastucha, przewodnik grupy - jest to doświadczenie wpisane w życie każdego człowieka, ale wspólnota jest tą, która pozwala spojrzeć z perspektywy, że człowiek nigdy nie pozostaje sam.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję