Reklama

Publikacje

Rozmowa na progu Roku Wiary

Niedziela Ogólnopolska 40/2012, str. 12-13

[ TEMATY ]

Rok Wiary

Kościół

BOŻENA SZTAJNER

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Ostatni Sobór przyniósł ze sobą przesunięcie koncepcji Kościoła z porządku hierarchicznego na porządek wspólnotowy. Może dzisiaj doszliśmy do miejsca, w którym należałoby na nowo przemyśleć model Kościoła, który byłby bardziej zrozumiały i potrzebny współczesnym?

Reklama

ABP JÓZEF MICHALIK: - Prawda o tym, że Kościół stanowi Chrystus i cały odkupiony przez Niego lud Boży, była od początku życiodajnie obecna w Kościele. Wiara i chrzest włączają się w żywy organizm Kościoła. Ostatni Sobór podkreślił rolę hierarchii w Kościele współczesnym, akcentując związek biskupa z całym ludem Bożym, czyli z Kościołem lokalnym oraz z Kościołem powszechnym. Pamiętamy, że I Sobór Watykański zwrócił uwagę na posługę papieża (dogmat o nieomylności w sprawach wiary), natomiast II Sobór pracował nad tym, żeby związać hierarchię z charyzmatem, żeby osadzić ją we wspólnocie, w pełnej komunii Kościoła, czyli ożywić związek z papieżem, z całym kolegium biskupów i ludem Bożym (dla tego celu powołano instytucję Synodu Biskupów). Czy potrzebne jest na nowo przemyślenie modelu Kościoła? Model Kościoła wyznaczył Pan Jezus, więc jest on zawsze aktualny, natomiast inne może być położenie akcentów, odpowiednie do czasów, w których Kościół działa. Wydaje się, że bardziej potrzebne byłoby pogłębienie tego, co Założyciel Kościoła od nas oczekuje. Nie powinniśmy się lękać bardziej radykalnego pójścia za prawdą Ewangelii. Cnota nie jest pośrodku, ale w centrum! Jeżeli prawda jest trudna do zrozumienia, to trzeba pomóc ją zrozumieć, a nie zmieniać tak, żeby stała się bardziej wygodna. W tych zmianach, w tej akomodacji powinno chodzić przede wszystkim o wierność woli Chrystusa, wierność tradycji sięgającej początków chrześcijaństwa i reformę świata, naszego myślenia i postępowania, a nie reformę Kościoła. Osobiście uważam za niezbyt szczęśliwe określenie, że Kościół stale powinien być reformowany. To jest nieścisłe teologicznie. Kościół stale powinien być uświęcany: „Ecclesia semper sanctificanda”.

- Coraz częściej widzimy, że społeczeństwa wyrzekają się wszystkiego, co święte. Może więc należy przypomnieć światu, że Kościół jest Ciałem Chrystusa, że jest niejako sakramentem, a więc znakiem Jego obecności w świecie?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Niewątpliwie dzisiaj istnieje w świecie bardzo czytelna tendencja do eliminacji sacrum i do wyeliminowania Pana Boga z życia publicznego. Ten wymiar wrażliwości na transcendencję, na duchową nadprzyrodzoność nie pasuje do dzisiejszej koncepcji tzw. nowoczesności. A przecież prawdziwa nowoczesność to wszechstronny rozwój człowieka i wszechstronny postęp. Nie będziemy mieli do czynienia z postępem, jeśli będziemy rozwijać tylko jedną część, jedną stronę ludzkich zdolności - doprowadzi to niechybnie do deformacji, wykoślawienia wielkiego potencjału i bogactwa, które tkwi w człowieku. Musimy dbać o całość i dlatego trzeba przypominać o wymiarze duchowym człowieka, o jego otwarciu na transcendencję, na Boga i o tym, że są pewne znaki i drogi prowadzące do rozpoznania tej rzeczywistości. Kościół jest właśnie tym znakiem, który wskazuje miejsce spotkania z Bogiem.

- Jak przekonać ludzi, którzy uporczywie twierdzą: „Chrystus tak, ale Kościół nie”? Dzisiaj niektórzy przeformułowują to twierdzenie, mówiąc: „Kościół tak, ale księża nie”.

Reklama

- Trzeba być przygotowanym na to, że ludzie słyszą to, co chcą usłyszeć, i widzą to, co chcą zobaczyć. Nie należy się zniechęcać. Trzeba podawać prawdę taką, jaka ona jest. Nie ma Chrystusa bez Kościoła i nie ma Kościoła bez Chrystusa. Chrystus zostawił na ziemi Kościół i utożsamia się z tym Kościołem. Nie można też zatrzymać się wyłącznie na wymiarze duchowym Kościoła - to również nie jest prawdą. Kościół nie jest wyłącznie duchowy. Kościół jest rzeczywistością Bosko-ludzką, tak jak Chrystus nie jest tylko Bogiem, ale i człowiekiem. I to już jest nieodwracalne, zaistniałe w historii wydarzenie zbawcze. Trzeba pokazywać, że Kościół posługuje się tym cielesnym ziemskim aspektem, że Kościół składa się z ludzi - z różnych ludzi - i świętych, i grzeszników, i to jest wielka szansa Kościoła. Można by tu przytoczyć wypowiedź czeskiego teologa ks. Tomasza Halika, który mówi, że gdyby spotkał Chrystusa, zapytałby Go o Jego rany, jak to uczynił św. Marcin, bo nie ma Chrystusa bez ran. Podobne pytanie zadałby Kościołowi: gdzie są grzesznicy, gdzie są twoje rany, Kościele? Prawdziwy Kościół ma rany, zostawia miejsce na słabości, na grzech, na nadzieję nawrócenia. Prawdziwy Kościół to ludzie, którzy dążą do tego, żeby móc powiedzieć: żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus. Sprawujemy nasze poselstwo na tej ziemi, dlatego jej uwarunkowania trzeba brać pod uwagę, ale nie wolno nam niczego z nauki Chrystusowej przekreślić. Szukanie Chrystusa bez Kościoła jest indywidualizmem, subiektywizmem, jest błędem bez możliwości obiektywizacji depozytu wiary, przebaczenia i łaski sakramentalnej.
Kapłaństwo także nie jest wymysłem ludzkim i nie ma Kościoła bez kapłanów i bez sakramentów, które są źródłami zbawczej łaski. Chrystus wyposażył Kościół w sakrament chrztu, który przyjmują wszyscy do niego należący i który już nas obdarza godnością kapłańską, dając szansę i odpowiedzialność za składanie ofiary, za wynagradzanie Bogu za grzechy. Równocześnie jednak Pan Jezus zostawia kapłanom urząd pasterski, chcąc uczynić ich bardziej odpowiedzialnymi za dzieło zbawienia, które zostawił na świecie. To szczególne sprawowanie funkcji kapłańskiej ma uświęcać ludzi i świat, a zlecenie misji nauczycielskiej pomaga ustrzec prawdziwość wiary, prowadzącej do zbawienia. Na szczęście Chrystus zostawił te upoważnienia nie aniołom, ale konkretnym apostołom, ludziom, dlatego pozostawienie Kościoła bez kapłanów byłoby skazaniem go na zamieranie i odebraniem mu zarówno łask sakramentalnych, jak i przewodników w konkretnych sytuacjach. A kapłani jako ludzie powinni starać się dociągać do ideału czy modelu Apostołów.

- W kontekście dyskusji o Kościele stawiamy czasem pytanie o profil biskupa. Według niektórych, biskup ma być teologiem, według innych - prawnikiem albo duszpasterzem. Czy nie doszliśmy do miejsca, w którym trzeba sobie uświadomić na nowo, że dla skuteczności ewangelizacji powinien on być przede wszystkim święty?

Reklama

- W tym pytaniu także tkwi niebezpieczeństwo sprowadzenia wszystkiego do wymiaru duchowego. Biskup powinien być świętym teologiem (Hans Urs von Balthasar mówił: „Spośród teologów interesują mnie tylko święci”), powinien być świętym duszpasterzem i świętym prawnikiem, ale też świętym (czyli uczciwym, sprawiedliwym) administratorem. Od ludzi, którym więcej dano, słusznie wymaga się więcej. Te wymagania są jednak niekiedy zupełnie oderwane od rzeczywistości i niemożliwe do spełnienia. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Kościół ma takich biskupów, jakich ma księży, i takich księży, jakie ma rodziny. Ksiądz nie spada z nieba, ale rośnie z hierarchią wartości, którą wyniósł z rodziny. Podczas pobytu w seminarium i w późniejszym sprawowaniu kapłaństwa budujemy na tych fundamentach i ciągle staramy się wzrastać. Rzeczywistość jest taka, jaka jest, i trzeba ją pokochać miłością Chrystusową, żeby ją skutecznie zmieniać. Wtedy zmienimy i kapłanów, i biskupów. Jeden z papieży wołał kiedyś: „Matki, ojcowie, dajcie mi świętych kapłanów”. Pewnie to samo wezwanie kieruje przez wieki Pan Jezus, ale też płynie ono z serca każdego prawego człowieka.

- Bardzo podoba mi się tytuł „ekscelencja”. Jeżeli spojrzymy na jego etymologię („ex coelo”, łac. „z nieba”), od razu widzimy, że urząd biskupa, a dokładnie jego doniosłość, pochodzą od Boga. Czy czasem nie brakuje tej świadomości po stronie hierarchii i po stronie wiernych?

- To ciekawa obserwacja i interpretacja tytułu, który z czasem sprowadzono do wymiaru bardziej świeckiego i którym obdarza się ludzi odznaczonych pewną godnością, zarówno w Kościele, jak i poza nim. Wielu biskupów preferuje tytuł pasterza albo ojca. W moim przekonaniu, najważniejsza jest treść, jaką nadajemy każdemu słowu czy tytułowi. Osobiście jestem przekonany, że najlepsze są tytuły najprostsze, jak najbardziej odpowiadające rzeczywistości.

- Czasem szukamy daleko, a rozwiązania są na podorędziu. W książce Ekscelencji jest mowa o świętowaniu niedzieli. Czy jednak zachętom nie powinna towarzyszyć troska pasterzy, by Eucharystia naprawdę polegała na uczcie, na świętowaniu? Dlaczego w liturgii tak niewiele jest atmosfery wesela? Gdzie się podziały śpiewy gregoriańskie, misterium, dym kadzidła?

Reklama

- W posoborowej teologii zauważono dwie tendencje: jedna - do utrzymania Najświętszej Ofiary Eucharystycznej jako powtórzenia i uobecnienia misterium z Kalwarii; druga zaś bardziej zwracała uwagę na to, że należy zauważyć w Eucharystii wieczernik, ucztę. Nie powinno się żadnego z tych elementów pomijać, ale jeśli uczta, to przede wszystkim duchowa. Trzeba uważać, żeby nie przerodziła się ona w przesadne świętowanie, przed czym przestrzegał już św. Paweł. Natomiast ważne są elementy usprawniające liturgię (porządek i rytm modlitw, śpiewu i ciszy etc.), a także elementy pogłębionej estetyki i symboliki piękna, pomagające w przeżyciu duchowej bliskości z Panem Bogiem, do którego wznosi się nasze serce, modlitwa, dym kadzideł…

- Często jako Kościół jesteśmy postrzegani jako oblężona twierdza i obrażamy się na świat za to, że nas atakuje. Ale czy naszą największą porażką nie jest fakt, że ten świat nie zastyga ze zdumienia, patrząc na nas, i nie wypowiada słów: „Popatrzcie, jak oni się miłują”?

- Tak. Bóg jest miłością i miłość jest u podstaw stworzenia, jest u podstaw planu zbawczego oraz istnienia Kościoła jako owocu śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Niewątpliwie odejście od tej wizji zawsze jest jakąś zdradą pierwotnego ideału. Powstaje pytanie: Na czym polega miłość do Pana Boga i do ludzi. Odpowiedź znajdujemy w konkretnych relacjach - zawsze kryterium prawdziwości tego, co mówimy, co deklarujemy, są czyny i dlatego nie bez znaczenia jest nasza wewnętrzna postawa serca, „uczucie miłości”, sympatii, życzliwości, czego wyrazem jest następnie nasz sposób odzywania się do drugiego człowieka, do naszych przyjaciół i do obcych, także do tych, którzy mają inne niż my przekonania; ma duże znaczenie nasza reakcja na ludzki błąd i sposób, w jaki chcemy pozyskiwać człowieka dla naszego sposobu patrzenia na świat.

- Czy nie powinno się pracować nad świadomością duszpasterzy i wiernych, by przyjęcie przez nich prasy katolickiej utożsamiało się z tezą, że prasa katolicka jest dobrym programem katechizacji dorosłych, młodzieży i dzieci?

- Stare przysłowie łacińskie mówiło: „Ars artium regimen animarum” - Duszpasterstwo jest sztuką sztuk. Warto korzystać z każdego elementu, który może się przysłużyć pogłębianiu wiary, czyli skontaktowaniu człowieka z Panem Bogiem, z przesłaniem zbawczym, z mądrością natchnionego Słowa Bożego. Do tych sposobów twórczego pogłębiania indywidualnej wiary należy słowo, przykład życia, ale i lektura dobrej książki, dobrego katolickiego pisma, a także wymiana zdań na temat tego, cośmy przeczytali, czegośmy się dowiedzieli. Zawsze ma wielki sens promocja katolickiego pisma, katolickiej książki. To są przecież ważne źródła wiedzy religijnej i wiary. Wyrabianie smaku literackiego ma dodatkową wartość wszechstronnego formowania dojrzałego sposobu myślenia i budowania wrażliwości na piękno słowa. Praca nad zainteresowaniem wiarą przynosi owoce przez to także, że zachęcamy np. czytelników „Niedzieli” do tworzenia własnych pism w parafiach lub współtworzenia tych, które już istnieją. Autorzy korzystają wtedy bardzo intensywnie z tygodników katolickich, z fachowych pism czy książek. Cały wysiłek polega także na tym, żeby dotrzeć do człowieka i obudzić jego zainteresowanie, by wolny czas chciał spędzać z książką albo z gazetą katolicką w ręku. Będzie to możliwe, jeśli wrażliwość na słowo pisane będzie większa. Jeśli głód lektury obudzi się wśród księży, sióstr zakonnych, alumnów i szarych ludzi. Powszechne czytelnictwo dziś zanika i obserwujemy zanik codziennej, ludzkiej kultury. Ta przykra obserwacja powinna budzić w nas refleksję i poczucie odpowiedzialności, motywujące chęć działania.

2012-12-31 00:00

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wiara jest oddechem Boga

„Choć na pustkowiu nie znajdowali siedziby Boga, to jednak wyraźniej słyszeli tam żywe słowo, które przynieśli w sobie. Ludzie, którzy na tyle oswoili się z pustynią, że nie odczuwają już presji przestrzeni i pustki, nieuchronnie zwracają się do Boga jako jedynej ostoi i jedynego wyczuwalnego rytmu istnienia. Wszystkie wierzenia semickie miały swe źródło w przekonaniu, że świat jest pustką, Bóg zaś obfitością” (T. E. Lawrence).

Wierzę, bo...? Opowiedz mi o tym bez użycia wielkich słów i gładkich zdań wytrychów. Mów tak, jakbyś opowiadał komuś bliskiemu, dziecku, ukochanej, przyjacielowi, który właśnie traci wiarę, a ty chcesz zrobić coś, co go na tej drodze zatrzyma. Szczerze, bez zakładania masek, bez przymilnej poprawności. Opowiedz o tym, jakie miejsce zajmuje w Twoim życiu wiara?... Pyta Katarzyna Woynarowska. ALEKSANDRA MARIA GIL, publicystka, grafik. Związana z ruchem pro life w Polsce, od 2000 r. - z Fundacją „Głos dla Życia”: - Wiem, że jako istota obdarzona wolną wolą decyduję o swoim postępowaniu, jednak to wiara porządkuje moje życie. W rzeczywistości, w której rozmywają się granice między dobrem a złem, gdy permisywizm wypiera postawy zgodne z naturą, to właśnie wiara pozwala mi pozostać człowiekiem i nie poddać się promowanej wokół bylejakości, godzenia się na wszystko i za każdą cenę... AGNIESZKA KONIK-KORN, historyk, dziennikarka, mama dwójki dzieci: - Gdy patrzysz na życie przez pryzmat wiary, to wszystko w życiu nabiera sensu. Nie ukrywam, że wiara w moim życiu cały czas ewoluuje - raz dojrzewa, innym razem przychodzą kryzysy. Wiara jest decyzją podejmowaną nie tylko w sercu, ale i w umyśle. Ważną rolę w rozwoju mojej wiary odgrywa formacja we wspólnocie, w zasadzie od dzieciństwa. Choć wspólnoty się zmieniały, to myślę, że bez nich trudno byłoby mi wiedzieć o pewnych rzeczach. W wierze także świadomość ma ogromne znaczenie. KS. ROMAN CHYLIŃSKI CSMA: - Wiarę w Boga rozumiem w trzech wymiarach: wierzyć Słowu Boga, ufać Słowu Boga i całkowicie Jemu zawierzyć swoje życie. - Czy później lżej się żyje? - Chyba nie, ale pewniej stąpa się po ziemi... S. BARBARA PODGÓRSKA, karmelitanka misjonarka: - Wiara jest oddechem Boga we mnie. Jest jak płomień, który daje radość i siłę do przyjmowania życiowych zadań. Wiara „nawraca” mnie do Boga... MAREK CHUDZIK, anestezjolog, ojciec dwójki dzieci, wdowiec: - Nie jestem człowiekiem zbyt pobożnym, więc nie wiem, czy jestem godzien mówić w tym gronie... Jednak trochę myślałem... Wiecie, jak ktoś wychował się w rodzinie katolickiej, będzie w ważnych chwilach zachowywał się jak człowiek wierzący... Nawet jeśli utrzymuje, że stracił wiarę. Albo tak jak ja, ciągle się zastanawia nad swoją relacją do Boga. Przekaz, jaki niesie chrześcijaństwo, jest dla mnie rodzajem tatuażu duszy. KAŹKA URBAN, ekonomistka, redaktorka, działaczka społeczna: - Nie godzę się na ten świat taki, jaki jest, rozumiesz... Ludzie potrafią być wielcy i mali jednocześnie. Wszyscy zawodzą, ja również. Zamiast frustrującego rozczarowania, można przyjąć ludzi i świat takim, jaki jest, nie wyrzekając się marzeń o absolutnej realizacji dobra i piękna, których skrawków doświadczam na co dzień. Potrzebuję Absolutu. To daje podstawy do wyrozumiałości wobec siebie i innych... - No dobrze, wobec tych pięknych deklaracji, czy i w jaki sposób wiara wpływa na podejmowanie przez Was codziennych decyzji? Nie mówię o robieniu zakupów, ale o istotnych sprawach... OLA: - Nie masz racji! Nawet zakupy podporządkowane są temu, w co wierzę. Nie kupuję np. produktów koncernów, które wykorzystują w swojej produkcji komórki macierzyste pozyskane z ciał abortowanych dzieci. Jedna z firm chciała wprowadzić na rynek napój, w którym znajdowały się takie komórki, tłumacząc to ulepszeniem smaku! Sam pomysł jest dla mnie niegodziwy, więc bojkotuję wszystkie artykuły tej korporacji... AGA: - Wszystko, co robię, staram się robić tak, by nie ranić Jezusa. Jest to najtrudniejsze w sytuacjach międzyludzkich, dochodzą tu także kwestie emocjonalne albo zwykłe „lubienie” czy „nielubienie się”. A żyć życiem wiary - to żyć w prawdzie... KS. ROMAN: - Kiedy poznałem paschalny wymiar wiary, to dopiero zrozumiałem, że wiara wymaga decyzji. Najpierw trzeba wyrzec się paru rzeczy, aby poważnie potraktować chrześcijaństwo w swoim życiu: wyrzec się szatana, grzechu i wszystkich okoliczności, które prowadzą do zła. I tu zaczyna się „bój bezkrwawy” o duszę. Trudna jest wiara chrześcijańska, bo wymaga radykalizmu, a nie bawienia się ze złem. KAŹKA: - Wiara w warunkach codzienności? Chyba najbardziej jest we mnie tych kilka chwil, podczas których miałam uczucie namacalnej obecności Boga. Kiedy powietrze staje się gęste od jakiejś nienazwanej substancji i tej błogości, że skoro tak jest, to wszystko jest dobre. Te kilkanaście, kilkadziesiąt sekund, które przyszły nie wiadomo dlaczego i skąd (pewnie to nazywają łaską), staram się nieustannie w sobie odświeżać. A najintensywniej modlę się, oczywiście, w momentach, kiedy tak już nabroiłam, że wydaje mi się, iż nic mnie nie uratuje. A to zabawna historia z codziennego życia: Lata już temu, pewnie jak każda młoda mama, miałam straszny kryzys, poczucie, że jestem złą matką. Po trzech dniach użalania się nad sobą w rozmemłanym łóżku powiedziałam: - Panie Boże, ja się na ten świat nie prosiłam, stworzyłeś mnie, więc teraz coś z tym zrób, bo oszaleję. „And this is the last call!”. Otworzyłam Biblię na oślep, na fragmencie, jak Święta Rodzina zgubiła Jezusa w świątyni i nawet tego nie zauważyła! Roześmiałam się do łez, wstałam z łóżka, otrzepałam się i poszłam dalej... OLA: - Od 15 lat jestem żoną swojego męża i oprócz wszystkich chwil szczęśliwości były i kryzysy, i to wiara pozwoliła nam obojgu wytrwać przy sobie. Także moja praca, to ciągłe zmaganie się ze sobą - na ile realizuję talenty, którymi zostałam obdarowana, a na ile zakopałam je w ogródku rutyny?... S. BASIA: - Na pewno nie chciałabym przeżywać mojego życia „bez rozumu niczym koń i muł” (Ps 32, 9) czy jak ci, którzy „mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą; mają uszy, ale nie słyszą; mają ręce, lecz nie dotykają” (por. Ps 115, 5-7). Świadome przeżywanie życia, poszukiwanie sensu, piękna, mądrości prowadzi do zintegrowania różnych aspektów osobowości. Stąd nie waham się potwierdzić, że przyjmuję z wdzięcznością (i z pewną ulgą...) obecność wiary w moim życiu. MAREK: - Dużo ostatnio myślałem na ten temat i ku mojemu zdumieniu stwierdziłem, że system, w jakim żyję, moja codzienność i dziesiątki podejmowanych decyzji opieram na Dekalogu. Moim skromnym zdaniem - nie ma doskonalszego określenia granic. Kto wychodzi poza nie, staje się bezrozumnym zwierzęciem... KAŹKA: - Ewangelia jest zdecydowanie najlepszą rzeczą, jaką przeczytałam. To opowieść o człowieczeństwie, o jakim marzę, najwyższych lotów... Jezus jest po prostu piękną postacią - mądrą, odważną, sprawczą, empatyczną do bólu. - Teraz będzie trudniej. Czy macie zwyczaj dzielenia się wprost z ludźmi swoim doświadczeniem wiary? Nie boicie się etykiety dewotki/ dewota? S. BASIA: - „Zwyczaju” dzielenia się wiarą jako takiego nie mam, ale też nie ukrywam pod korcem światła wiary. Wiara domaga się dialogu i świadectwa. KS. ROMAN: - Jako kapłan słyszę cały czas słowa św. Pawła: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!”. Więc mi biada! KAŹKA: - Wiarą dzielę się w sposób nienachalny. Mówię o swoich doświadczeniach duchowych w taki sam sposób, w jaki mówię o przeżyciach nad obrazami mistrzów holenderskich. Jak coś się dzieje w moim życiu ważnego, to mówię o tym nawet niewierzącym przyjaciołom, niezależnie od tego, czy są to doświadczenia duchowe, kulinarne czy literackie. OLA: - Nie ukrywam się i nie chowam ze swoją wiarą. Na szczęście jeszcze za to nie zamykają w rezerwatach. Mam dość silną osobowość i opowiadanie o sytuacjach, które mnie spotkały, czy stanie na straży swoich przekonań to ta część mnie, która mnie dookreśla. AGA: - To zależy od sytuacji. Inaczej dzielimy się we wspólnocie, a inaczej wśród osób nieznanych. Jednak są takie środowiska, gdzie świadectwem będzie już noszenie krzyżyka lub milczenie w gronie plotkujących. Myślę, że dzielić się wiarą nie można na siłę, bo można kogoś zniechęcić. Po to też mamy rozum, by rozeznawać, jakie świadectwo potrzebne jest w danej sytuacji. Ale jeśli do osób niewierzących wrogo nastawionych do Kościoła będziemy podchodzić z przyjaźnią i radością, wyobrażając sobie, jak by do nich podchodził Pan Jezus, to myślę, że to jest najlepsze świadectwo. - Wejdźmy o stopień wyżej: Wiara bez uczynków jest martwa - a więc... AGA: - Jeśli ktoś wierzy, to nie oddzieli wiary od swoich decyzji. Powiem więcej - to właśnie wiara pomaga dostrzec, że coś jest nie tak. Wierzący nie usprawiedliwią się tak łatwo. Bez wiary nie podejmujemy pewnych działań, bo po ludzku nie zobaczymy w tym sensu. Nie pogodzimy się z naszym wrogiem, nie przebaczymy mu, jeśli wiara nie podpowie nam, że to jest nam potrzebne do zbawienia, do szczęśliwego życia jeszcze tu, na ziemi. S. BASIA: - Jedynie mówienie, że się wierzy w Boga, może stanowić pułapkę, a na pewno rodzi pustkę. Taki potok słów potrafi pomniejszyć, a nawet zagłuszyć wewnętrzną siłę wiary. Przecież nikogo nie zbawi ani nie uzdrowi taki aktywizm. Dlatego warto otwierać Ewangelię i spoglądać na otaczający nas świat oczami Boga. Pytać siebie o to, co nam każe wychodzić „z chatki miłości własnej”, by odziać, nakarmić, pocieszyć, przyjąć, nieść pokój... Zawsze i w każdym czasie chodzi przecież o życie. Życie w Bogu. OLA: - Dokonałam życiowego wyboru. Wyboru pracy. Nie jestem w wielkiej firmie, na superstanowisku i nie mam pieniędzy, które pozwoliłyby na zagraniczne wakacje. Ale wykonuję swoją pracę najlepiej, jak potrafię, wykorzystuję w realizowanych zadaniach swoje umiejętności. Każdego dnia, gdy wybieram się do pracy, mam świadomość, że przyczyniam się do dobra na świecie i że to, co robię, nie jest sprzeczne z tym, w co wierzę. KS. ROMAN: - Kiedy po ludzku już nic nie możemy uczynić, ani inteligencją, ani pobożnością, ani-ani... to wówczas robimy miejsce dla wiary. - Czyli, podsumowując - wiara to? AGA: - Wiara to coś, co pomaga nam powstawać. Pion, do którego cały czas musimy równać. Papierek lakmusowy naszych uczynków. Drogowskaz wskazujący nam cel, do którego zmierzamy... OLA: - Wiara to nadzieja, że dobro jest w każdym z nas. Wiara jest jak łódź. Gdy nie mam siły i wątpię, to dryfuję... Gdy jej zaufam - biorę ster we własne ręce i wówczas to już nie przypadek kieruje moimi losami. Wiara wprowadza w moje życie taki ład, w którym nie muszę godzinami zastanawiać się nad tym, co mam zrobić. Dzięki niej odpowiedzi znajdują się szybko, choć często są niełatwe do zrealizowania. KAŹKA: - Św. Augustyn powiedział: „intimior intimo meo”. Rozwinięty w tłumaczeniu ten cytat brzmi: Bliższy mi niż ja sam w tym, co mi najbliższe. To jest dla mnie kwintesencja wiary w Boga. Bóg, który jest, i ja, która się staram. I choć nie zawsze mi się udaje, to mam ten komfort, że jest Ktoś, kto patrzy w tym samym kierunku...
CZYTAJ DALEJ

Holandia: Stuletni kościół zamienia się w... basen. Ambona będzie miejscem dla ratownika

2026-07-02 08:57

[ TEMATY ]

baseny

kontrowersje

MVRDV Projekt

Projekt basenu w kościele św. Franciszka z Asyżu w Heerlen

Projekt basenu w kościele św. Franciszka z Asyżu w Heerlen

W miejscu stuletniego kościoła powstaje basen "Święta Woda" projektu MVRDV i Zecc Architecten.

Kościół św. Franciszka z Asyżu w Heerlen przestał pełnić funkcje sakralne. Zostaje przekształcony w… publiczny basen. Projekt o nazwie "Holy Water" – "Święta Woda" – to wynik współpracy renomowanych pracowni MVRDV i Zecc Architecten. Basen ma zostać oddany do użytku pod koniec 2027 roku.
CZYTAJ DALEJ

Proboszcz z Castel Gandolfo: tegoroczny pobyt Leona XIV ma inny charakter niż przed rokiem

2026-07-06 20:09

[ TEMATY ]

Castel Gandolfo

Leon XIV

Vatican Media

Chcemy przede wszystkim, aby Ojciec Święty czuł się w Castel Gandolfo dobrze, odpoczął i zrealizował cele, o których sam mówił: modlitwę, odpoczynek, lekturę i sport - mówi w rozmowie z Vatican News ks. Tadeusz Rozmus SDB, proboszcz papieskiej parafii św. Tomasza z Villanuevy. Polski salezjanin opowiada o pierwszych chwilach papieskich wakacji, wspomnieniach z ubiegłego roku oraz emocjach mieszkańców związanych z powrotem papieża do Pałacu Apostolskiego.

Ks. Tadeusz Rozmus przyznaje, że nie spodziewał się, iż podczas pierwszego wystąpienia z balkonu Pałacu Apostolskiego Leon XIV osobiście pozdrowi proboszcza i parafię.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję